W spółkach członkowie zarządów masowo rezygnują z kontraktów. Potwierdzają to liczne wnioski do ZUS o wydanie interpretacji, do których dotarła „Rzeczpospolita".
Nie chcą płacić
Przewija się w nich jedno pytanie: czy menedżer pracujący bez kontraktu, wyłącznie na podstawie powołania do zarządu uchwałą wspólników lub rady nadzorczej, musi płacić składki na ZUS od wynagrodzenia? Odpowiedź za każdym razem jest ta sama: składki się nie należą. To reakcja spółek na uchwałę Sądu Najwyższego z 17 czerwca 2015 r. (III UZP 2/15). Sędziowie uznali wtedy, że od kontaktów menedżerskich trzeba płacić wysokie składki.
– Rezygnacja z kontraktu tylko dla oszczędności na ZUS jest nieracjonalna. Spółka traci kontrolę nad menedżerem, bo takie umowy najczęściej przewidują konkretne kary umowne za przekroczenie umocowania członka zarządu – ostrzega Daniel Książek, radca prawny z kancelarii Książek & Bigaj. – To krótkowzroczne działanie. Zakłada, że nic złego się w przyszłości nie wydarzy, a najczęściej jest to nieuchronne. Działanie obróci się na niekorzyść spółki.
– Rezygnacja z kontraktu jest także niekorzystna dla samego menedżera, gdyż także on traci wszelką ochronę wynikającą z kontraktu, czyli np. okres wypowiedzenia czy odprawę na pożegnanie – dodaje Bogusław Kapłon, radca prawny w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. – Uważam, że nie warto tego robić. Rada nadzorcza czy zgromadzenie wspólników może wykorzystać taką okazję do natychmiastowego pozbycia się menedżera ze spółki.
Dużo ryzykują
Innego zdania jest Łukasz Chruściel, radca prawny, partner w Kancelarii Raczkowski Paruch.