Tak wynika z jednego z ostatnich wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Spór dotyczył kobiety na działalności gospodarczej, która zaalarmowała prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) o nieprawidłowości w przetwarzaniu jej danych osobowych przez bank. Zarzuciła, że instytucja przetwarza dane bez jej zgody, przekazując je do Biura Informacji Kredytowej (BIK). UODO przyjrzał się sprawie i ustalił, że kobieta w 2013 r. podpisała z bankiem umowę na 24 miesiące. Po ich upływie bank na podstawie analizy jej sytuacji finansowej uznał jednak, że limit nie zostanie przedłużony. Jednocześnie zaproponował jego refinansowanie, czyli ugodę na kredyt firmowy ratalny. Kobieta przystała na takie rozwiązanie. Ugoda została zawarta na 30 miesięcy, a dług był spłacany terminowo. Potem okazało się, że kredyt po spłacie został uznany jako „odzyskany” i tak zaraportowany do BIK. Klientka zarzuciła, że bank jej o tym nie poinformował. Tymczasem w związku z umowami bank pozyskał dane w zakresie: imienia, nazwiska, nazwiska rodowego, imienia ojca i matki, nazwiska panieńskiego matki, peselu, daty, miejsca oraz kraju urodzenia, a także obywatelstwa, typu i numeru dokumentu tożsamości, adresu zamieszkania, adresu korespondencyjnego, adresu e-mail, numeru telefonu. Te wszystkie dane osobowe w powiązaniu z firmą klientki zostały przekazane do BIK w związku z kredytem gotówkowym.