Warto porównać, jak przysłowiowe „popychanie przez przedsiębiorcę sprawy w urzędzie" definiują polskie i amerykańskie organy wyspecjalizowane w ściganiu korupcji. Sprzyja temu też nadchodzący 9 grudnia, kiedy to przypada Międzynarodowy Dzień Walki z Korupcją.
W Polsce o korupcji zaczęto na poważnie mówić dopiero kilka lat temu. Wtedy też powstało Centralne Buro Antykorupcyjne, a media donosiły o zatrzymaniach lekarzy i oficjeli rządowych lub samorządowych.
Łapówkami stawały się i bukiety kwiatów, i sponsorowane wyjazdy na konferencje naukowe, i butelki koniaku, ale również podstawowa aparatura medyczna i leki podarowane przez przedstawicieli koncernów farmaceutycznych podupadającym szpitalom.
Tajemnicza ustawa zza oceanu
Mniej więcej wtedy zaczęto też wspominać o tajemniczym FCPA, czyli o amerykańskiej ustawie antykorupcyjnej, która wbrew ogólnej zasadzie terytorialności prawa karnego może znaleźć zastosowanie i w Polsce, o ile w korupcję zamieszany jest podmiot o amerykańskich korzeniach.
Grozę budziły wieści o prokuratorach zza oceanu współpracujących z polskimi odpowiednikami oraz o destabilizujących działalność audytach wewnętrznych, które spółki z rodowodem amerykańskim były zmuszone prowadzić na swój koszt, tak aby móc wyspowiadać się z wszelkich grzechów korupcyjnych przed obliczem amerykańskiego regulatora.