Zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy to instytucja nieznana polskiemu prawu. W żadnym akcie prawnym, w tym w kodeksie pracy, nie znajdziemy choćby zbliżonej regulacji. Nie powinno to budzić wątpliwości. Podstawą stosunku pracy jest bowiem świadczenie pracy za wynagrodzeniem.
Zgodnie z art. 22 § 1 kodeksu pracy przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, a pracodawca do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem. Przy zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy mamy więc do czynienia z ułomnym stosunkiem prawnym. Wypłacane wynagrodzenie jest zupełnie oderwane od wykonanych świadczeń w stosunku pracy, których faktycznie nie ma.
Lepiej przy stałej płacy
Pracownik zapewne zgodzi się na zwolnienie ze świadczenia pracy w sytuacji, kiedy jego wynagrodzenie jest stałe. Nie ulega wątpliwości, że wtedy również zatrudniony będzie zadowolony z zaproponowanego sposobu zakończenia współpracy, choć niekoniecznie tak musi być. Pracownik, który dostaje wymówienie, ma prawo złożyć odwołanie w zwykłym trybie przewidzianym kodeksem pracy.
Niewykluczone więc, że rozstanie z zakładem nie będzie definitywne. To, że podwładny przystał na zwolnienie ze świadczenia obowiązków, nie oznacza, iż taka osoba nie będzie mogła być przywrócona do pracy przez sąd. Nie ma też żadnych przeszkód, aby takiemu zatrudnionemu sąd zasądził odszkodowanie.
Pracodawca powinien zadbać o to, aby porozumienie regulowało sprawę urlopu wypoczynkowego przysługującego pracownikowi. Jeśli tego nie zrobi, będzie musiał mu wypłacić ekwiwalent (zob. wyrok SN z 26 kwietnia 2011 r., II PK 302/10).