W opisywanym wypadku wygląda to tak:
[b]176 godzin faktycznej pracy – 176 godzin listopadowego wymiaru – 0 nadgodzin dobowych = 0 nadgodzin średniotygodniowych[/b]
[srodtytul]Bez aktywności[/srodtytul]
Mimo że nadgodzin średniotygodniowych nie ma, to pracującą sobotę i tak trzeba zrekompensować, bo tydzień zawodowej aktywności jest przeciętnie pięciodniowy. Szósty dzień tygodnia musi być wolny. W większości firm jest to sobota, choć nic nie stoi na przeszkodzie, aby był to np. poniedziałek czy piątek.
Za pracę w dniu wolnym z racji przeciętnie pięciodniowego tygodnia oddajemy dzień wolny do końca okresu rozliczeniowego. Tak stanowi art. 151[sup]3 [/sup] [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=B5E347C50E4D2860978BAD3D891C7A48?n=1&id=76037&wid=337521]kodeksu pracy[/link]. Zarówno Główny Inspektorat Pracy, jak i eksperci (patrz ramka) twierdzą, że pracę w wolną sobotę rekompensujemy dniem wolnym właśnie po to, aby zachować przeciętnie pięciodniową aktywność.
Wolne z tego tytułu przysługuje nawet wtedy, gdy sobotnie zadania trwały krócej niż osiem godzin. A co będzie, jeśli zajęły więcej godzin, np. dziesięć? Wtedy za dwie godziny z powodu przekroczenia normy dobowej (dziewiąta i dziesiąta godzina pracy w sobotę) wypłacamy oprócz normalnego wynagrodzenia dodatek 50-proc., gdy zajęcia przypadały w dzień, i 100-proc. w porze nocnej.