Skończył się kryzys i wraz z nim wzrosła świadomość bezrobotnych co do ich przedsiębiorczości. Wnioski o dotacje na własny biznes płyną do urzędów pracy jak oszalałe. Niestety, nie wszyscy bezrobotni dostają zielone światło na założenie firmy.
W małych miastach powód jest jak zwykle ten sam: brak funduszy. Nie wynika to jednak z tego, że było ich mało w chwili przekazania. Wręcz przeciwnie. Szybko się okazało, że w stosunku do tegorocznego zainteresowania pula pieniędzy jest stosunkowo mała. Dlatego część urzędów czeka na rezerwy ministra pracy oraz środki z Europejskiego Funduszu Pracy (EFS).
[srodtytul]Na określony cel i raz w miesiącu[/srodtytul]
Choć wszystko wskazuje na to, że pieniądze z tych źródeł będą (niektóre PUP już nimi dysponują), to na razie nie można ich wydawać bez ograniczeń. Te z EFS są podzielone na określone, miesięczne pule i, co ważniejsze, kierowane tylko do bezrobotnych (nie mogą być wydawane na refundacje wynagrodzeń, bo te pieniądze trafiają do pracodawców).
Z rezerwą ministra nie jest prościej. Z pisma, które dostały urzędy pracy, wynika, że w pierwszej kolejności środki rezerwy mają być przeznaczone na aktywizację zawodową osób do 30 roku życia oraz 45/50 plus. Ponadto pieniądze mają być wypłacane na rzecz osób, które utraciły pracę w ramach zwolnień grupowych albo w wyniku niewypłacalności pracodawcy.