Inną metodą jest druk techniką offsetową na maszynach arkuszowych w formacie B1 1000 x 700 mm. W czasie jednego montażu robione są cztery arkusze gazetki o formacie A3 składane do A4. W tym przypadku opłaca się drukowanie do 100 tys. egzemplarzy np. miesięczników czy tygodników. Są też techniki druku na maszynach rolowych, wykorzystywane przez większość dzienników.
Przygotować gazetę do druku można samodzielnie. Wtedy do drukarni dostarcza się zamknięte pliki PDF. Daje to pewność, że po wydrukowaniu nie będzie błędów wynikających z konwersji plików. Składem gazety może też zająć się drukarnia.
– Mamy własne studio graficzne, w którym oferujemy usługi składu i łamania tekstu, za dodatkową opłatą. Jej wysokość zależy od tego, czy jest to stała współpraca, wówczas wlewamy tekst do istniejącego szablonu, czy też musimy stworzyć nowy – mówi Janusz Kunke.
[ramka][b]Nakłady i sprzedaż rosną[/b]
W 2006 r. Stowarzyszenie Gazet Lokalnych wystartowało z badaniami czytelnictwa gazet lokalnych. Wówczas udział w badaniu wzięło 80 tytułów o łącznym nakładzie 570 tys. egzemplarzy. Dziś w badaniu realizowanym co roku przez Millward Brown SMG/KRC uczestniczy prawie 100 tytułów o jednorazowym nakładzie ponad 800 tys. egzemplarzy.
Wzrost nakładu to nie tylko efekt dołączenia nowych tytułów, ale i systematycznego zwiększania sprzedaży. Na przykład „Czas Chojnic”, którego nakład w 2006 r. wynosił około 4000 egzemplarzy, dziś drukuje prawie 7000.
Są też pojedyncze przypadki zamykania tytułów.
W tym roku zdarzył się jeden.[/ramka]
[ramka][b]Przykładowe koszty druku[/b]
- nakład 5 tys. egzemplarzy na kiepskim papierze, bez koloru, format A3 składane do A4, papier offsetowy, 8 stron – [b]ok. 1500 zł[/b]
- superjakość, ten sam nakład, format i objętość, papier kredowy z połyskiem – [b]ok. 2600 zł[/b][/ramka]
[ramka][b]Ile na start[/b]
Wydawanie lokalnej gazety:
- druk 5 tys. egzemplarzy 8-stronicowego pisma* [b]od 1500 do 2500 zł[/b]
- honoraria dla autorów (jeden numer gazety) [b]ok. 1000 zł[/b]
- paliwo, które zużyjemy, odwiedzając reklamodawców [b]200 zł[/b]
- wynajem biura (miesięcznie) [b]1500 zł[/b]
[i]* Można się umówić z drukarnią, że zapłacimy po sprzedaży gazety.[/i][/ramka]
[ramka][b]Musimy konkurować z samorządami[/b]
[i]Komentuje Dominik Księski, wydawca tygodnika „Pałuki” i prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych:[/i]
Aby z powodzeniem wydawać gazetę lokalną, nie można być wyłącznie przedsiębiorcą nastawionym na sukces finansowy. Taka działalność to rodzaj misji, służby wobec lokalnej społeczności.
Ludzie zawsze najbardziej interesują się tym, co ich bezpośrednio dotyczy. Chętnie więc sięgają po informacje lokalne. Nas nie interesują sprawy ogólnokrajowe, ale to, co się dzieje po sąsiedzku, co zawsze można sprawdzić, zweryfikować. Dlatego musimy być wiarygodni i obiektywni. Wydawca, który raz popełni większy błąd lub zaangażuje się politycznie, zwykle skazuje swoją gazetę na porażkę, bo traci niezależność i wiarygodność w oczach czytelników.
Stabilność i ciągłość lokalnego wydawnictwa zależą od sukcesu finansowego. Ten zaś – jak w każdym biznesie – jest możliwy dzięki osobistemu zaangażowaniu (większość naszych wydawców jednocześnie sprawuje funkcję redaktora naczelnego), kontroli kosztów i zachowaniu umiaru co do oczekiwanych zysków.
Istotnym kosztem jest dla nas druk i dystrybucja. Z powodu spadku nakładów dużych gazet ogólnopolskich zwolniły się moce produkcyjne w wielu drukarniach prasowych. Dzięki dużej konkurencji możemy więc liczyć na dobre kontrakty i współpracę.
Zupełnie inaczej jest z kolportażem. Jest on skoncentrowany w dwóch firmach. Ich usługi – biorąc pod uwagę sieć punktów sprzedaży w mniejszych miejscowościach i na wsi – są dla nas za drogie i niezadowalające. Dlatego od lat wydawcy lokalni budują własne sieci kolportażu, bardziej efektywne i tańsze od istniejących na rynku.
Musimy kontrolować koszty, bo nabywca gazety lokalnej jest wrażliwy na cenę i nie zaakceptuje zbyt wysokiej podwyżki. Zawsze kiedy wydawcy musieli zwiększyć cenę, czy to z powodu wprowadzenia VAT, czy ze względu na wzrost cen papieru, odbijało się to na wielkości sprzedaży.
Utrzymanie gazety lokalnej, której nakład wynosi poniżej 3 tys. egzemplarzy, jest bardzo trudne. Dopiero nakład od 5 tys. egzemplarzy gwarantuje wydawcy stabilność, a 10 tys. – mocną pozycję. Są też rekordziści. „Kronika Beskidzka” ma 34 tys. nakładu, „Tygodnik Siedlecki” i „Panorama Leszczyńska” 33 tys., „Tygodnik Podhalański” 23 tys. Oczywiście trzeba założyć, że sprzedaż gazety to około 80 – 85 proc. nakładu. W gazetach ogólnopolskich zwroty są znacznie większe.
I jeszcze jedno. Wydawca gazety lokalnej musi się liczyć z nieuczciwą konkurencją ze strony gazet samorządowych. Mimo jednoznacznej opinii prof. Michała Kuleszy, że rynkowa działalność jednostek samorządu terytorialnego jest w tej branży niemożliwa, ciągle w wielu miejscach w Polsce burmistrzowie czy prezydenci wydają własne gazety, często za pośrednictwem podległych im domów kultury czy innych jednostek budżetowych. Gazety te są sprzedawane w sieciach kolportażu i tak jak nasze pozyskują reklamy z rynku. Nigdzie w Europie gazety lokalne nie muszą konkurować z prasą samorządową, bo samorządy najwyżej wydają biuletyny informacyjne. Nasze stowarzyszenie walczy w Polsce o przestrzeganie prawa w tym zakresie. Ale władze lokalne niechętnie rezygnują ze swojej aktywności propagandowej, zwłaszcza przed wyborami samorządowymi.[/ramka]
[ramka] [b]Do niezależnej gazety trzeba dopłacać[/b]
[i]Arkadiusz Gołębiewski, właściciel i wydawca „Czasu Ciechanowa”:[/i]
Z Ciechanowa do Warszawy niedaleko. Stolica od lat przyciąga aktywnych. Po latach niektórzy wracają z nowymi pomysłami.
Mój był taki, by mieszkając na stałe w stolicy i realizując się zawodowo na rynku filmowym, powołać własną, niezależną gazetę. Taką w duchu republikańskim.
Oprócz gazety prowadzę też ciechanowską Galerię Niepokorni. Wydaję książki tematycznie związane z Ciechanowem. Zorganizowałem ogólnopolski festiwal filmowy o żołnierzach wyklętych, czyli powojennym antykomunistycznym podziemiu: Niepokorni Niezłomni Wyklęci – Przywracamy Pamięć.
We wszystkich tych przedsięwzięciach „Czas Ciechanowa” odgrywa ważną rolę. Chcę, by tygodnik dawał szansę na zabranie głosu wszystkim, którzy mają odmienne zdanie niż osoby pełniące oficjalne funkcje społeczno-polityczne w mieście. Czasem chodzi o wielkie rzeczy, a czasem o drobne.
Do tych najważniejszych zaliczam dyskusję na temat losów ciechanowskiego zamku. Jestem przekonany, że gdyby nie nasza interwencja, żadna debata by się nie odbyła. Wszyscy uznaliby, że jedyną słuszną koncepcją jest plan rewitalizacji zamku w wersji zaproponowanej przez oficjalne czynniki. Nieważne nawet, po czyjej stronie jest racja. Ważne, by istniała przestrzeń do dyskusji.
Inną istotną dla gazety sprawą był festiwal filmowy. Gazeta go współtworzyła.
Ale czy lokalna gazeta to dobry pomysł na biznes? Jeśli chce się zachować niezależność i nie wchodzić w układy z decydentami – odradzam.
Do prywatnej gazety trzeba dopłacać. Więc jeśli ma się ambicje wydawnicze, ale i chęć bycia niezależnym od biznesu oraz polityki, konieczne są inne źródła utrzymania, jakaś stała praca lub inna działalność biznesowa.[/ramka]
[ramka] [b]Bezpłatny miesięcznik dla ludzi z grubym portfelem[/b]
[i]Rozmowa z Michałem Stankiewiczem, współwłaścicielem Fabryki Słowa, wydawcy miesięczników "Prestiż” ukazujących się w Szczecinie i Koszalinie[/i]
[b]Rz: Gazety w formie drukowanej mają zniknąć z rynku. Skąd więc tak konserwatywny, wydawałoby się, pomysł na biznes?[/b]
[b]Michał Stankiewicz:[/b] Zawsze marzyłem o własnej gazecie. Jestem z zawodu dziennikarzem, mój wspólnik także. Więc od dawna kusiło nas, by mieć swoje pismo. Musieliśmy tylko wypatrzyć jakąś niszę do zagospodarowania.
[b]Decyzja o powołaniu do życia luksusowego, bezpłatnego miesięcznika nie wydawała się zbyt ryzykowna?[/b]
Wiele osób pukało się w czoło i pytało, jak mamy zamiar to zrobić i z czego będziemy żyć. Tymczasem obserwuję obecnie wzrost nakładów drukowanych wydawnictw bezpłatnych. Być może jest to nowy trend.
Skąd wziął się pomysł? Gdy przeglądaliśmy ogólnopolskie pisma lifestylowe, te poważniejsze, i te wyłącznie rozrywkowe, zauważyliśmy, że w każdym z nich występują te same twarze: warszawscy aktorzy, ludzie z telewizji, paru sportowców. A przecież poza Warszawą jest wiele dużych miast, w których z powodzeniem funkcjonują lokalne gwiazdy i lokalni celebrities.
[b]Jak rozprowadzany jest miesięcznik, bo nie ma go w kioskach ani w salonach prasowych?[/b]
Ukazuje się poza tą siecią dystrybucji. Stworzyliśmy własną. W Szczecinie obecny jest w ponad 330 miejscach, a w Koszalinie w ponad 100. Naszą sieć rozpowszechniania tworzą dobre restauracje, kawiarnie, kluby, salony urody, zakłady kosmetyczne, salony chirurgii plastycznej, gabinety lekarskie, biura nieruchomości, kancelarie prawne, salony samochodowe, teatry, dobre kina, dobre hotele. Są to bowiem miejsca, w których bywają nasi czytelnicy, czyli osoby z co najmniej średnio grubym portfelem. To do nich kierujemy nasze pismo. Wybraliśmy właściwie, bo miesięcznik rozchodzi się w ciągu niecałych dwóch tygodni.
[b]„Prestiż” jest bezpłatny. Jest więc finansowany wpływami z reklam?[/b]
Wyłącznie.
[b]Czy łatwo było pozyskać reklamodawców?[/b]
Na początku nigdy nie jest łatwo. Postępowaliśmy jednak zgodnie z zasadami rynkowymi. Najpierw powstał numer zerowy, który pokazywaliśmy reklamodawcom. W ten sposób udało się kilku namówić. Nasi reklamodawcy pochodzą z różnych branż, ale dominują przedstawiciele sektorów zdrowie i uroda oraz nieruchomości.
Myślę, że w początkowym okresie duże znaczenie dla reklamodawców miało to, że nasze pismo nie jest kolejnym folderem reklamowym, informatorem kulturalnym czy gazetą branżową, ale wydawnictwem tworzonym przez dziennikarzy. Przy kolejnych numerach pismo samo się broniło. Zdobywało czytelników, a także reklamodawców, którzy zaczęli się do nas zgłaszać. Muszę jednak powiedzieć jasno: cudów nie ma, pierwsze numery były deficytowe. Istniało spore ryzyko, że się nie uda. No i trzeba było zainwestować.
[b]Dużo?[/b]
Szczegółów nie zdradzę. W każdym biznesie warto negocjować z kontrahentami choćby odroczenie terminów płatności. Koszty druku są bardzo wysokie. Wydrukowanie tysiąca egzemplarzy około 90-stronicowego pisma na kredowym papierze z tzw. sztywną okładką kosztuje 2,5 – 3 tys. zł netto. Nasze pismo w Szczecinie ma 9 tys. nakładu, a w Koszalinie (zasięgiem obejmuje także Kołobrzeg) 4 tys.
Koszty druku to nie wszystko. Pismo w Szczecinie ma stały, czteroosobowy zespół redakcyjny, dużą grupę współpracowników, zarówno dziennikarzy, jak i fotoreporterów. W każdym numerze jest kilka sesji zdjęciowych, przy których oprócz fotografa zatrudniane są modelki, wizażystka, fryzjerzy itp. Jak każda gazeta mamy też dział reklamy i kolportażu. Podobny zespół, tylko nieco mniejszy, przygotowuje koszaliński „Prestiż”.
Mogę tylko zdradzić, że dotychczas w wydanie koszalińskie, które ukazuje się znacznie krócej i jest mniej obszerne niż szczecińskie, zainwestowaliśmy około 100 tys. zł. Ale „Prestiż” w Szczecinie już na siebie zarabia.[/ramka]
[ramka][b]Przydatne adresy[/b]
Izba Wydawców Prasy: [link=http://www.izbaprasy.pl]www.izbaprasy.pl [/link]
Stowarzyszenie Gazet Lokalnych: [link=http://www.gazetylokalne.pl]www.gazetylokalne.pl[/link]
Biblioteka Narodowa, al. Niepodległości 236, 00-937 Warszawa, tel. 022 608 24 07
Urząd Patentowy: [link=http://www.uprp.pl]www.uprp.pl[/link]
Centralny Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Przemysłu Poligraficznego: [link=http://www.cobrpp.com.pl]www.cobrpp.com.pl[/link]
Instytut Logistyki i Magazynowania: [link=http://www.ilim.poznan.pl]www.ilim.poznan.pl[/link][/ramka]