Takie rozwiązanie przewiduje obowiązująca od 22 sierpnia tego roku [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=4716622AE6AFE7D66E75808E6EF00646?id=320785]ustawa z 1 lipca 2009 r. o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców (DzU nr 125, poz. 1035)[/link].
Dzięki temu podwładni, w zależności od własnych potrzeb, mogą rozpoczynać i kończyć dni robocze w różnych godzinach. To elastyczne podejście będzie można stosować do końca 2011 roku.
Skorzystają na tym również firmy, ponieważ nie będą musiały płacić pracownikom wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych z tytułu naruszenia doby pracowniczej. Do niedawna musiały to robić, jeśli np. pracownik przyszedł do pracy o godzinę wcześniej niż poprzedniego dnia.
[ramka][b]Przykład[/b]
Do połowy sierpnia pracownicy dużej hurtowni przychodzili codziennie do pracy o godzinie 8.30, a wychodzili o 16.30. Firma jednak uznała, że musi dostosować czas pracy do wymagań klientów. Uznała, że podwładni będą przez dwa dni w tygodniu – środy i piątki – rozpoczynać pracę o godz. 6 i kończyć ją o 13. Pomysł wcieliła w życie po 22 sierpnia, gdy weszły w życie przepisy ustawy antykryzysowej. Wcześniej bowiem musiałaby płacić zatrudnionym dodatek za pracę w nadgodzinach, bo w środę i piątek rozpoczynaliby oni pracę przed upływem poprzedniej doby pracowniczej. [/ramka]