W Polsce mamy dwa rodzaje licencji na przewóz samochodem osobowym wynikające z ustawy o transporcie drogowym. Pierwsza pozwala na przewozy okazjonalne po całym kraju, druga na wożenie taksówką w granicach gminy (związku gmin). Wprowadzone kilka lat temu przepisy, które miały odróżnić taksówkarzy od innych przewoźników, są coraz sprytniej omijane.
[srodtytul]Kłopot z kontrolami i sądem[/srodtytul]
Przynajmniej w Warszawie inspektorzy transportu drogowego znacznie częściej sprawdzali taksówkarzy. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że potwierdza to niepodana jeszcze do wiadomości kontrola przeprowadzona przez głównego inspektora transportu drogowego.
Ponadto inspektorzy mają kłopoty z udowodnieniem, że okazjonalni łamią przepisy. Okazjonalny ma bowiem w aucie takie samo urządzenie jak taksówkarz, ale nie nazywa go taksometrem, lecz drogomierzem bądź kilometromierzem. Zamiast koguta na dachu nakleił go na przednią szybę. Albo na dachu ma koguta bez lampki (wtedy nie jest to urządzenie i nie ma powodu do nałożenia kary). Natomiast napisy na samochodzie reklamują inną firmę. Dlatego też okazjonalnym niejednokrotnie udaje się przed sądem wymigać od kar nakładanych przez inspektorów.
– W WSA zawsze jednak wygrywamy sprawy dotyczące napisów na pojazdach – mówi Sebastian Chwalibogowski z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.