W uproszczeniu można powiedzieć, że najsurowsze wymogi wiążą się z upadłością likwidacyjną. W jej ramach do firmy wchodzi bowiem syndyk, przejmując wszystkie niemalże uprawnienia bankruta wobec jego majątku.
Druga w kolejności jest upadłość układowa połączona z odebraniem upadłemu zarządu nad jego majątkiem. Wtedy w firmie pojawia się nie syndyk, lecz zarządca. To on – a nie sam upadły – będzie dokonywał wszelkich czynności zarządu związanych z bieżącym prowadzeniem przedsiębiorstwa upadłego oraz zachowaniem w stanie niepogorszonym masy upadłości (art. 184 pun).
Natomiast najłagodniejszy przebieg ma upadłość układowa z pozostawieniem upadłemu zarządu nad jego majątkiem. W takiej sytuacji upadły będzie sam dokonywał tych czynności co obecnie – składał zamówienia, zawierał umowy itd. Tyle tylko, że o zgodę na działania przekraczające zakres zwykłego zarządu będzie musiał pytać ustanowionego przez sąd nadzorcę (art. 76 pun).
Ustawodawca nie precyzuje, co rozumie pod pojęciem czynności zwykłego zarządu. Nie budzi jednak wątpliwości, że znaczenie tego sformułowania oceniać należy przy uwzględnieniu sytuacji w konkretnej firmie. W jednej wydanie 100 tys. zł może być czynnością najzwyklejszą w świecie, w innej – zupełnie wyjątkową.
Warto pamiętać, że rodzaj upadłości nie jest dany raz na zawsze. Ogłoszenie jej w wersji układowej nie oznacza, że sąd nie może zmienić jej na upadłość likwidacyjną. I odwrotnie. W obu przypadkach sądowi wolno to uczynić w sytuacji, gdy podstawy prowadzenia upadłości w innym trybie ujawnią się dopiero w toku postępowania (art. 16 i 17 pun).