Przepisy o nieprzyjemnych woniach najpierw będą dokładnie sprawdzone, a dopiero później zebrane w konkretny projekt. To oznacza, że na ustawę o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej poczekamy jeszcze przynajmniej rok.
Stary projekt, o którym pisaliśmy przed rokiem, nie trafił nawet do uzgodnień międzyresortowych. Ministerstwo Środowiska opublikowało właśnie nowe założenia do ustawy normującej te kwestie.
Nadal, tak jak w starym projekcie, to gmina miałaby decydować, czy i jakie zapachy są szkodliwe dla mieszkańców. Musiałaby przy tym wyważyć zarówno aspekty ekonomiczne, jak i ekologiczne oraz społeczne. Z jednej strony bowiem ważne są miejsca pracy, z drugiej trudno niekiedy żyć w takiej okolicy. Gmina mogłaby też nałożyć odpowiednią karę.
– Jeżeli chodzi o brzydkie zapachy, to nie ma w tym zakresie unijnej dyrektywy, nie ma też w innych krajach dobrych rozwiązań prawnych, które moglibyśmy bez trudności powielić – mówi Roman Głaz, naczelnik wydziału ds. ochrony powietrza w Ministerstwie Środowiska. – Dlatego najpierw chcemy skonsultować założenia do ustawy, przede wszystkim z gminami, a dopiero potem napisać dobrą ustawę.
Poza konsultacjami ministerstwo chciałoby też przetestować techniczne rozwiązania w kilku gminach, uruchamiając program pilotażowy. W odróżnieniu bowiem od poprzedniego projektu do pomiarów uciążliwości stosowano by nie tylko ludzkie nosy, ale także aparaturę laboratoryjną.