Sądy są zalewane tysiącami pozwów o unieważnianie umów kredytów walutowych, zwanych powszechnie „frankowymi”. Zaległości więc rosną, a sędziowie wciąż mają wątpliwości, jak powinni orzekać. Skąd ta bezradność orzecznictwa i doktryny albo kolejne uchwały Sądu Najwyższego, po których pytań jest więcej zamiast mniej. Nasz system prawny wyraźnie sobie nie radzi, a chociaż wielu się stara – to skala problemu wciąż narasta. Czy problem jest nie dość opisany, a jeśli już opisany, to niedostatecznie poznany? Z praktyki wiadomo, że rzeczy nienazwane nie istnieją, ale może być odwrotnie (np. Yeti). Czasami problemy biorą się z tego, że literatura zajmuje się zagadnieniami, które nie są kluczowe i istotne, podczas gdy te najważniejsze wciąż czekają na autora na ich miarę.

Nieważność umowy kredytu walutowego jako przedmiot niedostatecznie opisany

O kredytach walutowych wiele napisano w sposób niedostateczny lub niewłaściwy. Gdyby było inaczej, to problemy, jakimi się zajmujemy, dawno by już miały swoje rozwiązanie. Popularność kredytów frankowych miała dwa proste powody – były, po pierwsze, tańsze z powodu niższego oprocentowania, a po drugie, łatwiej dostępne z powodu niższych rat, które obniżały wymaganą zdolność kredytową. Problem bezpiecznego kursu CHF raczej mało kogo interesował, wierzono w niego na podstawie danych z przeszłości – jeżeli ktoś mógł je rozumieć i w ogóle się nimi interesował. A jeśli frank się umacniał, to malało jego oprocentowanie – co działało kojąco na nerwy i finanse zadłużonych. Tak było do 15 stycznia 2015 r., zwanego czarnym czwartkiem, kiedy to kurs CHF wystrzelił, ponieważ Szwajcarski Bank Narodowy zaprzestał obrony jego stałego kursu. To pokazuje, jak opisy prawdziwe prowadzą do fałszywych wniosków – kiedy opisują rzeczy nieistotne, podczas gdy te ważne pozostają niezauważone. W tym przypadku okazało się, że gwarantem kursu franka jest bank centralny, a nie powszechnie poważane analizy finansowe.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Arkadiusz Turczyn: Wymagalność i przedawnienie roszczeń z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia

Pro

PORADNIK
Czym powinien kierować się konsument, skarżąc umowę?

Konsument powinien określić swoje potrzeby i interesy na podstawie rachunku finansowego, w różnych wariantach, które należy porównać ze sobą. Jeżeli umowa ma być unieważniona, to rozliczamy ją tylko i wyłącznie w PLN, mając na względzie kwoty i daty, a sumy płacone w walucie należy przeliczyć wg kursu na dzień ich wpłaty.
a) spór z bankiem powinien skończyć się po pierwszym pozwie i doprowadzić do pełnego rozliczenia, czyli zamknięcia kredytu walutowego jako spłaconego na warunkach złotowych, co może wymagać dopłaty ze strony konsumenta na rzecz banku. Korzyścią będzie anulowanie wzrostu zadłużenia wywołanego rosnącym kursem waluty, np. prawie 100 proc. w przypadku CHF. Ceną jest wyższe oprocentowanie kapitału jak dla pieniądza krajowego, co można jednak negocjować. Wykluczenie abuzywnych postanowień walutowych należy oceniać z perspektywy rachunku finansowego, a nie dogmatyki prawniczej.
b) konsument, wnosząc o nieważność umowy, może być zainteresowany przekształceniem kredytu na złotowy. W tym celu potrzebna jest ugoda z bankiem i przeliczenie kredytu na nowo, np. wg oprocentowania WIBOR. Korzyścią kredytobiorcy walutowego będzie porzucenie ryzyka walutowego wraz z mechanizmem podwyższającym nieustannie kapitał do spłaty w walucie krajowej. Ceną jest wyższe oprocentowanie, które rekompensuje pewność malejącego kapitału do spłaty. Jak dotąd banki nie oferują takich warunków dobrowolnie, konieczne jest wniesienie pozwu.
c) konsumenci nie wiedzą, że po nieważności umowy może okazać się, że nie mają już zdolności kredytowej potrzebnej im do sfinansowania rozliczenia z bankiem. Zawarcie ugody z bankiem pozwoli kontynuować spłatę zadłużenia, czerpiąc z praw nabytych przy zaskarżonej umowie
d) konsument nie wie – i raczej nie jest informowany przez kancelarie zwane „frankowymi” – że umowę się skarży, aby uzyskać zwolnienie od abuzywnych warunków walutowych. Unieważnienie całej umowy niekoniecznie musi być zgodne z interesami konsumenta, który powinien raczej kontynuować umowę kredytową przez jej sanowanie ugodą sądową. Konsument powinien być świadomy, że w innym banku raczej nie uzyska zdolności kredytowej, więc powinien korzystać z praw nabytych we wcześniejszej umowie. Nieważność umowy to postawienie kredytu w stan natychmiastowej wymagalności, na co nie zawsze konsumentów stać. Brak spłaty zadłużenia choćby w części oznacza egzekucję z całej nieruchomości – czyli zajmowanego mieszkania lub domu.
e) po stronie banku korzyścią banku jest kontynuowanie umowy zamiast postawienie jej w stan wymagalności, co skutkuje przesunięciem do portfela złych kredytów, a to naraża bank na utratę płynności finansowej i dalsze konsekwencje.

Prawdziwym powodem skarżenia umów jest złość za drożejące kredyty

Powodem kryzysu w sprawach zwanych „frankowymi” jest mylenie skutków z przyczyną lub wnioskowanie ze skutków na przyczyny zamiast odwrotnie. Nie byłoby żadnych pozwów o unieważnienie takich umów bez wzrostu kursów zagranicznej waluty, przez co drożały raty. Mógł temu zapobiec wzrost dochodów przeciętnego kredytobiorcy albo umocnienie złotówki. Tak się jednak nie stało. Dlatego prawie wszystkie powody wnoszenia pozwów są ekonomiczne, a błędy w umowach tylko pretekstem. Korzystają z tego tzw. kancelarie frankowe, które w reklamach poprzestają na obietnicach korzyści finansowych. Według reklam banki mają oddawać kredytobiorcom „niesłusznie pobrane raty” lub „bezprawną nadpłatę kredytu”, a przy okazji sugerują zatrzymanie kredytu jako „karę dla banku”.

Notabene – czy któraś kancelaria reklamuje obronę kredytobiorcy w sprawie z powództwa banku i co wówczas obiecuje? Do takiej sytuacji przyczyniła się uchwała III CZP 6/21, którą praktyka z teorii dwóch kondykcji przerobiła na fałszywą teorię dwóch pozwów. Z tej przyczyny na odpowiedź banków potwierdzoną prawomocnymi wyrokami przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Po fali spraw wygranych przez konsumentów w odpowiedzi pozwy banków już spływają do sądów – tysiącami! Wyniki tych procesów mogą zaskoczyć – przecież jeszcze niedawno mówiono: „unieważnienie kredytu to mit”.

Dziś sukcesy kredytobiorców (w które kiedyś powątpiewano) mogą nic nie znaczyć. Rzeczywisty wynik sporu ma charakter finansowy, wyrażony kwotą, o jaką kredytobiorca ostatecznie zmniejszy swoje zobowiązania kredytowe. A to zależy od tego, na ile sądy uznają roszczenia banków o zwrot kapitału wraz wynagrodzeniem za korzystanie z niego. Jest jednak mało prawdopodobne, aby banki miały zostać z niczym, ponieważ (nie tylko) w polskim systemie prawnym dominuje zasada odpłatności i umów wzajemnych. Tylko obawy przed wprowadzeniem w życie precedensu powstrzymują sądy od wydania przełomowych rozstrzygnięć. Tak samo było z pozwami o unieważnienie umów frankowych, co nie zatrzymało przełomu w orzecznictwie i powszechnej świadomości prawnej. Obecnie jesteśmy w połowie drogi, znaczonej kondykcjami wskazanymi przez Sąd Najwyższy. Co nas teraz czeka?

OPINIA EKSPERTA
Tomasz Niewiadomski - sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

Prawdopodobnie wszyscy sędziowie prowadzący sprawy o nieważność umów kredytowych usilnie namawiają do zawierania ugód kończących spory definitywnie i od razu. Niestety, bez większych efektów w praktyce, ponieważ niepewność co do prawa i orzecznictwa, a także przekazy medialne skutecznie zniechęcają do tego. A to wielka szkoda dla konsumentów którzy powinni pamiętać, że nie tylko oni mają swoje prawa. Banki też, i zapewne będą ich dochodzić. Znacznie ponad tysiąc takich pozwów już wpłynęło do XXVIII Wydziału Cywilnego. Kwestie roszczeń o wynagrodzenie dla banków za korzystanie z kapitału będą wkrótce przedmiotem wielu rozstrzygnięć sądowych.

Zamiast drugiej kondykcji powinna nastąpić rzeczywista ochrona konsumenta

Rzeczywista ochrona konsumenta polega na tym, aby

1) usunąć wadliwe i szkodliwe dla konsumenta postanowienia umowne,

2) mógł on kontynuować umowę dalej, zaspokajając swoje potrzeby i cele życiowe, ewentualnie

3) korzystnie dla siebie rozliczyć i zakończyć umowę.

W każdym z trzech powyższych przypadków nie wspominamy o wyrokach, ale korzyściach finansowych zapisanych – tu trzeba wskazać, gdzie, kiedy i dlaczego.

Poniższe zasady mogą wydać się absurdalne, ale absurdem nie są – tylko logiczną konsekwencją zasad prawnych, od dawna obowiązujących:

1. Żeby zmienić umowę, trzeba ją zaskarżyć – bo obowiązuje domniemanie ważności umów. Jeżeli druga strona nie chce przystać na zmiany, pozostaje tylko zaskarżenie umowy, mając do tego ważne powody wyrażone przepisami prawa.

2. Przedmiotem zaskarżenia powinny być raczej postanowienia abuzywne jako wadliwe z mocy prawa – więc abuzywność jest rodzajem gwarancji na powodzenie powództwa.

3. Art. 58 kodeksu cywilnego pozwala konsumentowi zgodzić się na abuzywne postanowienia. Nie ma obowiązku zaskarżania umów zawierających postanowienia abuzywne, jeżeli nie przeszkadzają lub odpowiadają konsumentowi, który je toleruje lub akceptuje, bo tak chce.

4. Jeżeli konsument zaskarży postanowienia umowne z powodu ich abuzywności, sąd jest zobowiązany do stwierdzenia ich nieważności – tak jakby nigdy nie istniały, czyli orzeczenie sądu jest deklaratoryjne ze skutkiem wstecznym.

5. Jeżeli sądy nie mają uprawnień do decydowania o treści umów i poprawiania ich wyrokami, pozostaje tylko jedna możliwość – strony sporu zrobią to same na drodze ugody, do czego sąd powinien je zachęcić.

6. Ugody zawiera się tylko pod presją (art. 917 k.c.) – w sprawach zwanych „frankowymi” presją decydującą będzie opinia sądu o skuteczności zarzutów prowadzących do unieważnienia umowy. Strony, znając zasady przyszłego wyroku, mogą już decydować o ugodzie – wcześniej zwłaszcza banki nie mogą tego zrobić.

7. W przypadku umów walutowych na powyższe zasady nieszczęśliwie nakłada się teoria dwóch kondykcji. Szczególnie szkodliwie jako teoria dwóch pozwów, ponieważ nie ma żadnych istotnych przeszkód, aby roszczenia banków rozpoznać jako zarzuty zatrzymania lub potrącenia już w sprawie z powództwa konsumenta.

8. Odłożenie roszczeń banku do drugiego procesu naraża konsumenta na zbędne koszty drugiego procesu (średnio około 50 000 zł) oraz zbędne przedłużenie postępowania o kilka lat.

9. Kolejna szkodliwość pozwu z drugiej kondykcji polega na unieważnieniu umowy, która z punktu widzenia konsumenta powinna być kontynuowana. Konsument, żeby zaspokoić należności banku (zwrot kapitału i wynagrodzenie za jego używanie), może potrzebować kredytu. Po uwzględnieniu należności banku konsument może utracić zdolność kredytową, którą przecież posiadał, ale niepotrzebnie utracił przez pochopne unieważnienie umowy (patrz pkt 1).

10. Osobny proces w drugiej kondykcji może też uniemożliwić zakończenie sporu ugodą z powodu zerwania umowy w kondykcji pierwszej – starą umowę kredytową można przecież ugodą poprawić. Zawarcie nowej umowy kredytowej jako ugody sądowej jest mało prawdopodobne.

ROLA SĄDU
Ochrona konsumenta w procesie o ustalenie nieważności umowy kredytowej

Na straży interesów konsumenta dyrektywa 93/13 stawia sądy. Sąd musi więc w pełni rozumieć, że konsument nie jest w pełni świadomy reguł gry. To sąd jest rozgrywającym, który powinien wiedzieć, że konsument wnosi o unieważnienie umowy, jednak (wbrew treści pozwu) wystarczy unieważnić tylko abuzywne i szkodliwe dla konsumenta postanowienia. Umowę można uratować ugodą nawet wtedy, kiedy te postanowienia są konieczne do wykonywania całej umowy. Nie ma obowiązku orzekania nieważności umowy bez uprzedniej próby zakończenia sporu ugodą. W tym celu sąd musi aktywnie działać poprzez:
1. Wyjaśnienie skutków finansowych roszczeń bankowych konsumentowi oraz objaśnienie ich zasadności jako wykonania obowiązku zwrotu świadczenia wzajemnego.
2. Nakłanianie do ugody, jako najlepsze rozwiązanie pozwalające na uniknięcie pozwu od banku i jego kosztów, oraz przekształcenia umowy na złotową lub ostateczne rozliczenie kredytu jako spłaconego wraz ze zwolnieniem hipoteki przez wierzyciela.
3. Pokazanie konkretnych kwot, jakie należy ponieść z wyroków i egzekucji w danej sprawie, oraz porównanie ich z kosztami tego procesu zakończonego ugodą.
4. Sprawdzenie, czy powodowi konsumenci na pewno zrozumieli, że proces zakończony ugodą jest zakończony prawomocnie i ostatecznie, nie naraża nikogo na koszty i dalsze komplikacje wywołane apelacjami, innym środkami zaskarżenia, a nawet egzekucją komorniczą i pozbawieniem nieruchomości.

Podsumowując:

- Konsumenci nie znają się na wszystkim, ale zawsze na swoich pieniądzach, zwłaszcza kiedy mają je stracić. Dlatego bank jako przedsiębiorca i profesjonalista ma dbać o interesy kredytobiorcy na równi z własnymi – brak spłaty zadłużenia staje się problemem banku. Jest we wspólnym interesie stron, aby spór zakończyć ugodą już w pierwszej kondykcji.

- Druga kondykcja jako nowy pozew i proces w sposób oczywisty i rażący godzi w interesy konsumenta. Póki banki nie wygrywają swoich roszczeń w drugiej kondykcji, na razie mało kto w to wierzy. Ale z unieważnianiem umów kredytowych było podobnie. Obowiązek zwrotu świadczenia wzajemnego wydaje się raczej przesądzony, problemy nastręcza np. przedawnienie. Z czasem niektóre koncepty zweryfikują się; jedne jako słuszne, inne ocenione zostaną jako wybryki także orzecznicze.

- Poszukując właściwego rozwiązania i odpowiedzi, jakie powinny być wyroki, na szalach spoczywają dwie wartości; na pierwszej dogmatyczna poprawność wyrażona w kondykcjach, na drugiej ochrona konsumenta. Nie powinno być wątpliwości, że Sąd Najwyższy w uchwale III CZP 6/21, wypowiadając się w kwestiach prawniczych, nie stawiał ich przed ochroną konsumenta. To ochrona konsumenta jest ratio legis art. 58 k.c. i 3851 k.c. oraz celem i sensem tak regulacji krajowej, jak i unijnej (dyrektywa 93/13).

- W praktyce dogmatyka prawnicza zawsze musi ustąpić pierwszeństwa ekonomii. Przyglądając się treści pozwów w sprawach kredytów walutowych, zwracają uwagę: niesłychana obszerność, niespójność argumentacji oraz sprzeczność żądań. Wcale nie świadczy to źle o ich autorach – przeciwnie, nie znajdując oparcia w żadnym stałym poglądzie prawnym lub jednolitej linii orzeczniczej, zmuszeni są wnosić kaskadowe żądania ewentualne, poparte sprzecznymi ze sobą argumentami. Uznanie pierwszeństwa ochrony konsumenta nie przeczy pielęgnowaniu zasad prawidłowego stosowania prawa i dogmatyki prawniczej.

Autor jest sędzią delegowanym do Sądu Okręgowego w Warszawie