Wycofanie się Ministerstwa Sprawiedliwości z likwidacji Izby Odpowiedzialności Zawodowej oraz przywrócenie wcześniej wykreślonego testu sędziowskiej niezawisłości to posunięcie zaskakujące. Świadczy o tym, jak niedopracowana jest koncepcja przywracania praworządności w sądownictwie.
Izba Odpowiedzialności Zawodowej, będąca następczynią Izby Dyscyplinarnej, była krytykowana, choć wobec niej trudno było wysuwać najcięższe zarzuty na podstawie interpretacji orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czy Strasburga. Zwłaszcza że była to izba mieszana, a jej prezes nie wywodził się z grupy sędziów powołanych po 2018 r. przy udziale nieuznawanej Krajowej Rady Sądownictwa.
Czytaj więcej:
Zmiana ta jest zaskoczeniem dla komisji kodyfikacyjnej, która przygotowała fundamenty reformy. Widać jednak, że jej wpływ na rzeczywistość legislacyjną jest mniejszy, niż się spodziewano, a projekt zmierza w kierunku mniej radykalnym, niż chcieliby sędziowie z Iustitii.
Pozostawienie testu niezawisłości i bezstronności trochę jest niespójne z koncepcją usuwania i degradowania sędziów zawartą w kwietniowym projekcie. Dokument ten zakładał automatyzm całej operacji, bez jej niuansowania czy badania poszczególnych przypadków. Z tego względu ruch ten wydaje się niespójny na pierwszy rzut oka, chyba że za nim pójdą kolejne zmiany.