Z większą lub mniejszą nadzieją sędziowie – i nie tylko – czekali na decyzję prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. I to nie dlatego, że jest to sprawa bardzo ważna dla wymiaru sprawiedliwości – bo takich jest jeszcze kilka do załatwienia – ale głównie dlatego, że kalendarz w sprawie wyborów do KRS na nową kadencję jest nieubłagany. No i się doczekali. Już dziś wiadomo, że sprawa oprze się na Komisji Weneckiej, a może nawet referendum.
Jest źle, ale może być jeszcze gorzej – mówili sędziowie walczący o przywrócenie praworządności przed ostatecznym werdyktem z Pałacu Prezydenckiego. Cios był podwójny. Po pierwsze – weto, po drugie – prezydencki pomysł na naprawę sądownictwa. Nawet najwięksi przeciwnicy byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przyznają, że nawet on nie odważył się na tak mocny kaganiec dla sędziów. Padają też ostrzejsze słowa.
Czytaj więcej:
Prawo o ustroju sądów powszechnych wymaga przebudowy, bez zmian nigdy nie będzie wolnych sądów.
Pro
– To potworek legislacyjny, którego nie spodziewałbym się zobaczyć nawet na Białorusi – mówi o projekcie wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur i dodaje, że to ustawa kagańcowa w wersji turbo. I trudno się z tym nie zgodzić. Przewiduje ona bowiem wyrzucanie sędziów z zawodu za odmowę orzekania z nieprawidłowo powołanymi sędziami, a więc tak naprawdę za wykonanie orzeczeń europejskich trybunałów.
Marszałek Sejmu już zapowiedział skierowanie prezydenckich pomysłów do Komisji Weneckiej. A to pokazuje, że nic się nie zmieni. Obywatelu, poczekasz na finał swojej sądowej sprawy jeszcze dłużej. Niech jednak tempo pracy sądów nikogo nie zwiedzie. Bo jeszcze ważniejsze jest to, czy wyda je niezawisły sędzia i czy zrobi to według własnej wiedzy i przekonania, czy zostanie zmuszony do wyboru – albo sędziowska toga, albo święty spokój.