Inflacja wbrew oczekiwaniom ekonomistów, wbrew konsensusowi jednak wzrosła i to drugi miesiąc z rzędu. W marcu wzrosła o 3 proc. w relacji rocznej, kwiecień przyniósł kolejny wzrost do 3,2 proc.. To aktualne pytanie, ponieważ przy poprzednim kryzysie energetycznym zaledwie trzy lata temu, po ataku Rosji na Ukrainę, mieliśmy 18 proc. inflację, ale w żywności ceny rosły dużo mocniej, nawet o 30 proc., a miejscami o 80 proc. Dlatego, obserwując wzrost inflacji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, związany z atakiem USA i Izraela na Iran, pora zadać pytanie – czy żywność znowu może tak drożeć?
– Faktycznie była obawa, że ten konflikt, który wybuchł na Bliskim Schodzie, mocniej przełoży się na wzrost cen żywności. Natomiast to też nie każda wojna działa tak samo – mówi Grzegorz Rykaczewski, ekonomista Banku Pekao i analityk sektora rolno-spożywczego. Wyjaśnia, że w momencie wybuchu wojny w Ukrainie w 2022 r., ten skokowy wzrost cen żywności w dużej mierze wynikał z faktu, że w konflikt wojenny były i nadal są zaangażowane dwa kraje, które są dużymi producentami i eksporterami surowców rolnych, bo i Ukraina i Rosja to absolutna czołówka światowa w przypadku zbóż i nasion oleistych. Dodatkowo w Rosji i na Białorusi mieliśmy bardzo dużą produkcję nawozów i też bardzo duży eksport na świat. Dlatego ta niepewność była wtedy ogromna i stąd taki szybki skokowy wzrost cen.
Czytaj więcej:
Rynek zielonych źródeł energii wzrasta, jednak jest to wzrost powolny
Pro
– Obecnie sytuacja jest jednak inna. Bliski Wschód to są głównie kraje, które są importerami żywności, natomiast produkują sporo nawozów. Dlatego mamy z jednej strony impuls w postaci wysokich cen surowców energetycznych, gazu i wysokich cen nawozów. Dlatego mamy tę stronę kosztową, która mogłaby pompować tę inflację żywności, ale nie mamy tej strony popytowej. Tym to się różni od tego konfliktu sprzed kilku lat u nas na wschodzie. Tutaj ta wojna działa wprost przeciwnie, to znaczy wszelkie zaburzenia wywołane wojną mogły nawet osłabić okresowo popyt w krajach z regionu Bliskiego Wschodu, które są bardzo dużymi odbiorcami żywności i spowodować tam negatywną presję na ceny.
Dlatego wpływ tego konfliktu na rynek żywnościowy jest inny, co nie zmienia faktu, że jest ryzyko inflacji z uwagi na rosnących kosztów nawozów, ale wpływ tego zjawiska będzie rósł wraz z wydłużaniem się tego konfliktu.
Czytaj więcej:
Przechodzenie na zeroemisyjność to największy problem europejskiego sektora motoryzacyjnego
Pro
– Według tego najnowszego, szybkiego odczytu, w kwietniu cały ten koszyk "żywność, napoje bezalkoholowe" był droższy o niespełna 2 proc. w relacji rocznej. Dlatego uważam, że sytuacja na świecie miała niewielki wpływ na ceny żywności, który wynikał z tego czynnika kosztowego, który może tę inflację pompować, jednak będzie on rozłożony w czasie, zacznie działać tak naprawdę dopiero za chwilę. Natomiast ograniczeniem dla wzrostu cen żywności są niskie ceny surowców rolnych na świecie. One są niskie z różnych powodów, najczęściej niezależnych od tej wojny. To jest obraz pewnej dekoniunktury sytuacji rolników na rynku globalnym.
Ekonomista obserwuje, że rynki finansowe są już trochę zmęczone sytuacją na Bliskim Wschodzie, w jego ocenie percepcja patrzenia na ten konflikt zmieniła się na traktowanie go jako konfliktu długookresowego. Co niestety zmienia scenariusze dotyczące samej inflacji, w tym inflacji żywności – jeśli wzrost cen paliw i surowców się przedłuży.