SKD, czyli sankcja kredytu darmowego. To zapis w ustawie o kredycie konsumenckim, polegający na tym, że jeżeli bank nie dochowa określonych obowiązków informacyjnych względem konsumenta w momencie udzielania kredytu, to karą za to jest możliwość utraty całości wynagrodzenia związanego z tym kredytem. Czyli bank traci po prostu całość odsetek, całość prowizji i wszystkie opłaty – mówi Kamil Biedroń, dyrektor Departamentu Obsługi Prawnej, Erste Bank Polska, gość programu Marcina Piaseckiego. Czy jednak konsumentom opłaca się przechodzić przez żmudną drogę sądową, aby zyskać kilkaset zł? – Tak naprawdę sankcja kredytu darmowego nie jest co do zasady instrumentem, z którego korzystają konsumenci, tylko korzystają z tego podmioty, które masowo skupują wierzytelności, czyli specjaliści, profesjonaliści trudniący się obrotem długiem – tłumaczy Kamil Biedroń. – Czyli te firmy, spółki prawa handlowego, skupują wierzytelność od konsumenta za ułamek jej ceny i pozywają banki. Tak to się odbywa, w związku z czym sankcja kredytu darmowego stała się instrumentem do zarabiania pieniędzy przez wyspecjalizowane podmioty, które powstały jak grzyby po deszczu na gruncie sporów o kredyty frankowe – dodaje gość Marcina Piaseckiego.

Reklama
Reklama