Entropia, rozumiana jako stopniowy wzrost nieuporządkowania systemu, jest pojęciem zaczerpniętym z szeroko rozumianej fizyki, ale od dawna funkcjonuje również jako metafora filozoficzna społeczna. Instytucje publiczne, podobnie jak organizmy czy struktury materialne, z czasem tracą spójność, przewidywalność i zdolność do samoregulacji. Polska debata o sądownictwie jest w istocie debatą o tym, jak wiele entropii może jeszcze przyjąć system prawny, zanim utraci zdolność skutecznego działania.
Reformy wzmagające rozpad systemu.
Ostatnie lata przyniosły bezprecedensową skalę zmian w wymiarze sprawiedliwości. Niezależnie od oceny ich zasadności trudno uznać, że doprowadziły one do jednoznacznego wzrostu poczucia stabilności prawnej. Wręcz przeciwnie, obywatele, przedsiębiorcy i sami prawnicy funkcjonują w rzeczywistości naznaczonej sporami dotyczącymi statusu organów, ważności rozstrzygnięć czy granic kompetencji poszczególnych instytucji.
Paradoks polega na tym, że działania podejmowane pod hasłem przywracania ładu często prowadziły do powstawania nowych obszarów niepewności. Entropia nie została ograniczona, a jedynie zmieniła postać. Problem nie ogranicza się jednak do sporów ustrojowych. Przewlekłość postępowań, inflacja legislacyjna oraz rosnąca złożoność procedur wskazują, że państwo coraz częściej próbuje odpowiadać na chaos poprzez tworzenie kolejnych warstw regulacji. W efekcie system staje się jeszcze bardziej skomplikowany i rozproszony.
Aby zrozumieć naturę tego problemu, warto sięgnąć do teorii N. Luhmanna. W jego ujęciu prawo nie istnieje przede wszystkim po to, by realizować abstrakcyjne idee sprawiedliwości. Jego podstawową funkcją jest redukowanie społecznej złożoności.
Nowoczesne społeczeństwo produkuje ogromną liczbę konfliktów, interesów i możliwych interpretacji rzeczywistości. Bez prawa i instytucji prawnych życie społeczne stawałoby się coraz bardziej nieprzewidywalne. Prawo pozwala obywatelom przewidywać konsekwencje działań własnych i cudzych. Dzięki temu redukuje niepewność. W tym sensie sądownictwo pełni funkcję antyentropijną. Jest jednym z podstawowych mechanizmów porządkowania chaosu społecznego.
Problem pojawia się wtedy, gdy przedmiotem sporu stają się nie tylko konkretne przepisy, lecz także same instytucje odpowiedzialne za ich stosowanie. Obywatel przestaje być pewny nie tylko treści normy prawnej, ale również tego, kto jest uprawniony do jej ostatecznej interpretacji lub zastosowania. Wówczas entropia przenika do samego centrum systemu. Polska ostatnich lat stanowi przykład właśnie takiego kryzysu redukcji złożoności. Im więcej sporów o legalność, kompetencje i status instytucji, tym trudniej prawu spełniać swoją podstawową funkcję stabilizowania oczekiwań społecznych.
Zapomniany filar państwa prawa.
W polskiej debacie niemal cała uwaga w kwestii funkcjonowania państwa prawa skupia się na relacji między klasą polityczną a sądami. Tymczasem znacznie rzadziej dostrzega się niemniej ważny element tej układanki - samorządną adwokaturę.
W klasycznej tradycji europejskiej adwokat nie jest wyłącznie uczestnikiem rynku usług prawnych. Jest współtwórcą wymiaru sprawiedliwości oraz rzecznikiem obywatela wobec państwa. Jego niezależność ma charakter ustrojowy, a nie jedynie zawodowy. To właśnie dlatego samorządność adwokatury może być rozumiana jako czynnik antyentropijny. Tworzy ona przestrzeń instytucjonalną, która nie jest bezpośrednio podporządkowana ani logice politycznej, ani logice administracyjnej. Dzięki temu może stabilizować system nawet wtedy, gdy inne elementy państwa pozostają w konflikcie.
Trwały porządek społeczny nie jest wyłącznie efektem decyzji podejmowanych przez państwo. Powstaje również dzięki instytucjom, które rozwijają się organicznie i przez pokolenia gromadzą doświadczenie oraz wiedzę rozproszoną w społeczeństwie. Tymczasem w Polsce dominuje przekonanie, że skomplikowane systemy społeczne można skutecznie przebudowywać wyłącznie za pomocą centralnych decyzji. Reformatorzy często zakładają, że dysponują pełną wiedzą o funkcjonowaniu instytucji. Tymczasem wiele ich funkcji ujawnia się dopiero wtedy, gdy zostaną osłabione lub zniszczone.
Z tej perspektywy samorząd adwokacki nie jest korporacyjnym przywilejem ani historycznym reliktem. Jest instytucją przechowującą wiedzę praktyczną o funkcjonowaniu prawa i wymiaru sprawiedliwości. Jego wartość wynika nie tylko z reprezentowania interesów zawodowych, ale przede wszystkim z doświadczenia zdobywanego każdego dnia uczestnicząc w konfrontacji obywatela z państwem.
Niewykorzystany potencjał.
Polskie państwo wydaje się nie dostrzegać w pełni tego potencjału. W procesach reformowania wymiaru sprawiedliwości samorząd adwokacki częściej bywa konsultowany niż rzeczywiście współodpowiedzialny za kształt projektowanych rozwiązań. Jest to o tyle zaskakujące, że trudno wskazać środowisko posiadające równie szeroką wiedzę o praktycznych problemach funkcjonowania sądów, prokuratury i administracji publicznej. Adwokaci codziennie obserwują miejsca, w których system działa sprawnie, oraz te, w których generuje niepotrzebne koszty, opóźnienia i konflikty.
Głębsze włączenie adwokatury w proces reform nie powinno być traktowane jako ustępstwo wobec środowiska zawodowego. Powinno być rozumiane jako wykorzystanie istniejącego zasobu wiedzy instytucjonalnej, którego państwo obecnie używa jedynie częściowo. Nie oznacza to jednak, że sama adwokatura pozostaje wolna od odpowiedzialności.
Jednak, o ile państwo nie wykorzystuje w pełni potencjału adwokatury, to również sam samorząd nie zawsze wykorzystuje potencjał własnej pozycji ustrojowej. Zbyt często energia środowiska skupia się na sprawach wewnętrznych, korporacyjnych i wizerunkowych podczas gdy jego głos mógłby być bardziej słyszalny w debacie o jakości państwa, dostępności pomocy prawnej, kontroli organów publicznych, kulturze legislacyjnej czy przyszłości wymiaru sprawiedliwości.
Paradoksalnie, wysoki poziom niezależności może czasem prowadzić do nadmiernej ostrożności. Adwokatura skutecznie broni swojej autonomii, lecz nie zawsze równie zdecydowanie występuje w roli inicjatora systemowych zmian i strażnika jakości państwa. Tymczasem samorządność nie powinna oznaczać wyłącznie prawa do samodzielnego zarządzania własnymi sprawami. Powinna oznaczać również gotowość do współodpowiedzialności za jakość instytucji publicznych i kondycję państwa prawa.
Zaangażowana adwokatura jako czynnik antyentropijny.
Jeżeli przyjąć język entropii, można powiedzieć, że państwo prawa potrzebuje instytucji zdolnych do nieustannego wytwarzania porządku bez konieczności ciągłej interwencji politycznej. Taką rolę w jeszcze większym stopniu może pełnić adwokatura. Nie dlatego, że jest nieomylna, lecz dlatego, że funkcjonuje pomiędzy obywatelem a państwem, pomiędzy abstrakcyjną normą a konkretnym doświadczeniem człowieka. Stanowi warstwę pośrednią zdolną do absorbowania napięć, które w przeciwnym razie trafiałyby bezpośrednio do systemu politycznego.
Być może pytanie o reformę sądownictwa zostało w Polsce postawione zbyt wąsko. Nie chodzi wyłącznie o relacje między sądami, parlamentem i rządem i wynikające z tego rozbieżności. Chodzi o zdolność całego porządku prawnego do przeciwstawiania się entropii. Największym zagrożeniem dla państwa prawa nie jest pojedyncza błędna reforma ani pojedynczy konflikt polityczny. Jest nim stopniowa utrata zdolności instytucji do budowania społecznego zaufania i redukowania niepewności.
W tej perspektywie samorządna adwokatura jawi się jako jeden z najważniejszych, a zarazem niedostatecznie wykorzystywanych zasobów polskiego państwa prawa. Nie dlatego, że stoi ponad innymi instytucjami, lecz dlatego, że pozostaje zakorzeniona jednocześnie w społeczeństwie obywatelskim i w praktyce wymiaru sprawiedliwości.
Jeżeli Polska ma skutecznie ograniczać entropię swojego systemu prawnego, potrzebuje nie tylko kolejnych reform sądownictwa. Potrzebuje także silnych instytucji pośrednich zdolnych do współtworzenia ładu prawnego. Oznacza to większe wykorzystanie potencjału adwokatury przez państwo, ale również zobowiązuje adwokaturę do podjęcia inicjatywy realnego współkształtowania przyszłości polskiego państwa prawa.