Czerwiec zakończył w polskich spółkach sezon zwyczajnych zgromadzeń. Zatwierdzono sprawozdania, podzielono zysk, a gdzieś pomiędzy tymi punktami porządku obrad odbyło się głosowanie nad absolutorium dla członków zarządu i rady nadzorczej. Dla większości uczestników obrotu to formalność: kilka uchwał przegłosowanych w pakiecie, bez dyskusji. Do czasu. Bo ta sama formalność potrafi w ciągu kwadransa złamać karierę profesjonalnego menedżera, uruchomić wieloletni proces sądowy i postawić pytanie, na które polskie prawo spółek od lat nie umie odpowiedzieć: czemu właściwie służy ta instytucja?
Rozważmy przykład. Jakub Karnowski, doktor nauk ekonomicznych, kierował PKP S.A. przez trzy i pół roku, w okresie kojarzonym z restrukturyzacją grupy i skokowym wzrostem absorpcji środków unijnych. W czerwcu 2016 r., kilka miesięcy po zmianie władzy politycznej i wymianie zarządów spółek Skarbu Państwa, walne zgromadzenie odmówiło mu absolutorium za ostatni rok urzędowania, choć bez zastrzeżeń zatwierdziło sprawozdania finansowe za ten sam rok. Na pytanie o powody Karnowski usłyszał, że uchwała nie wymaga uzasadnienia. Cztery lata później sąd prawomocnie stwierdził, że odmowa nie miała żadnych podstaw i naruszyła jego dobra osobiste (wyrok SA w Warszawie z 14 października 2020 r., V ACa 301/20). Absolutorium za 2015 r. PKP S.A. udzieliło mu ostatecznie w 2024 r., dziewięć lat po zakończeniu ocenianego okresu i po kolejnej zmianie politycznej.
Jeżeli o tym, czy praca menedżera zostanie oceniona pozytywnie, czy negatywnie, decyduje nie należyta staranność i lojalność wobec spółki, lecz kalendarz wyborczy, a publiczne napiętnowanie da się odwrócić wyrokiem dopiero po latach, to warto zapytać, co właściwie podlega tu ocenie. I czy narzędzie, które na to pozwala, jest jeszcze instrumentem nadzoru właścicielskiego, czy już tylko teatralnym rekwizytem w grze o zupełnie inne stawki.
Skąd się wzięło i co miało robić
Absolutorium, nazywane dawniej skwitowaniem albo pokwitowaniem, ma rodowód sięgający kompanii handlowych XVII i XVIII wieku, w których inwestorzy okresowo rozliczali zarządców powierzonego kapitału. Sformalizowały je wielkie kodyfikacje XIX stulecia, z niemiecką instytucją Entlastung na czele, i pokwitowanie uregulowane w polskim kodeksie handlowym z 1934 r. Zamysł był prosty: raz w roku właściciele, na podstawie sprawozdań, oceniać mieli pracę osób, którym powierzyli swój majątek. Ocena pozytywna zamyka rozdział, negatywna otwiera drogę do rozliczeń. Głosowanie jest obligatoryjnym punktem obrad zwyczajnego zgromadzenia (art. 231 § 2 pkt 3 oraz art. 395 § 2 pkt 3 k.s.h.) i obejmuje wszystkich, którzy pełnili funkcje zarządcze i nadzorcze w danym roku. Praktyka i orzecznictwo rozmontowały jednak każdy element tego mechanizmu.
Tarcza, która nie chroni
Zacznijmy od menedżera, który absolutorium otrzymał. Intuicja podpowiada, że ma w ręku dokument zamykający temat odpowiedzialności za miniony rok. Intuicja myli się i to trzykrotnie.
Po pierwsze, skwitowanie chroni wyłącznie w granicach wiedzy zgromadzenia. Jeżeli jakieś działanie nie zostało ujawnione w sprawozdaniach, ochrona w tym zakresie nie działa, a zamknięty rok można otworzyć ponownie pod zarzutem, że zgromadzenie czegoś nie wiedziało. Po drugie, ustawa wyłącza ochronę tam, gdzie byłaby najbardziej potrzebna, bo w razie upadłości spółki albo powództwa wspólnika na jej rzecz członek organu nie może powołać się na udzielone absolutorium (art. 296 i art. 487 k.s.h.); nie wpływa ono też na odpowiedzialność wobec wierzycieli niewypłacalnej spółki (art. 299 k.s.h.) ani na odpowiedzialność karną za niegospodarność (art. 296 k.k.). Po trzecie, w doktrynie od dziesięcioleci sporne pozostaje, czy absolutorium w ogóle zwalnia z odpowiedzialności, czy kreuje jedynie domniemanie prawidłowego wykonania obowiązków, a dominuje wykładnia najsłabsza dla menedżera. Realna wartość ochronna dokumentu, o który zabiega się co roku, jest bliska zeru.
Wyrok bez procesu
A menedżer, któremu absolutorium nie udzielono? Tu niedostatki instytucji ujawniają się w pełni. Odmowa nie wywołuje żadnych bezpośrednich skutków prawnych: nie przesądza o winie, nie stwierdza szkody, nie stanowi prejudykatu w procesie odszkodowawczym, nie powoduje wygaśnięcia mandatu. Jeżeli spółka chce dochodzić odszkodowania, musi w zwykłym procesie udowodnić wszystkie przesłanki odpowiedzialności, dokładnie tak samo, jakby absolutorium udzielono. Uchwała odmowna nie wymaga przy tym uzasadnienia, zgromadzenie może odmówić skwitowania bez podania choćby jednego zarzutu. Skutki pozaprawne są za to natychmiastowe i dotkliwe. Dla rynku, banków i regulatora brak absolutorium jest czerwonym światłem, a Komisja Nadzoru Finansowego pyta o nie przy ocenie kandydatów do organów instytucji nadzorowanych. Powstaje akt, który prawnie nie rozstrzyga niczego, a faktycznie działa jak wyrok skazujący, wydany bez procesu, bez zarzutów i bez uzasadnienia.
Trzy stany, które trudno odróżnić
Na to nakłada się warstwa, która czyni instytucję nieczytelną już nie tylko dla przedsiębiorców, ale nieraz i dla prawników. Głosowanie nad absolutorium może bowiem zakończyć się na trzy sposoby: uchwałą o udzieleniu, uchwałą o nieudzieleniu albo niepodjęciem żadnej uchwały, gdy projekt uchwały pozytywnej nie uzyska wymaganej większości, na przykład wskutek głosów wstrzymujących się. Dwa ostatnie stany wyglądają z perspektywy menedżera identycznie, ale prawnie dzieli je przepaść.
Przez lata w orzecznictwie funkcjonowała koncepcja tzw. uchwał negatywnych, zgodnie z którą nieprzegłosowanie uchwały pozytywnej było równoznaczne z podjęciem uchwały o treści przeciwnej, którą można zaskarżyć. Sąd Najwyższy ostatecznie odrzucił tę konstrukcję, przesądzając między innymi, że nie można w drodze powództwa o ustalenie wykreować uchwały, której zgromadzenie nie podjęło (uchwała składu siedmiu sędziów z 20 stycznia 2022 r., III CZP 17/22). Równolegle, już od uchwały siedmiu sędziów z 1 marca 2007 r. (III CZP 94/06), utrwalone jest stanowisko, że osoba odwołana ze składu organu nie ma legitymacji do zaskarżania uchwał zgromadzenia. Były prezes nie może więc na gruncie kodeksu spółek handlowych podważyć nawet rażąco bezpodstawnej odmowy udzielenia absolutorium. Pozostawałaby zatem droga cywilna: powództwo o ochronę dóbr osobistych: czci, dobrego imienia i reputacji zawodowej (art. 23 i 24 k.c.).
I tu dochodzimy do miejsca, w którym instytucja absolutorium pokazuje, jak bardzo wymknęła się spod kontroli.
Dwie linie orzecznicze i proces
W orzecznictwie ukształtowały się dwie współistniejące, trudne do pogodzenia linie. Pierwsza, sięgająca jeszcze lat siedemdziesiątych, przyjmuje, że nieuzasadniona odmowa absolutorium może naruszać dobra osobiste menedżera, a w procesie to spółka musi wykazać rzeczywiste podstawy negatywnej oceny (m.in. wyroki SN z 15 grudnia 2005 r., II CSK 19/05, i z 19 października 2012 r., V CSK 439/11). Druga, nowsza, jest znacznie surowsza: decyzja ma charakter dyskrecjonalny, a samo niepodjęcie uchwały absolutoryjnej, jako zaniechanie, nie może co do zasady stanowić bezprawnego naruszenia dóbr osobistych.
Najlepiej ilustruje to sprawa byłego prezesa Banku Pocztowego Szymona Midery. W 2017 r. walne zgromadzenie akcjonariuszy nie podjęło uchwały o udzieleniu mu absolutorium za okres pełnienia funkcji prezesa. Informacja o nieudzieleniu absolutorium została upubliczniona.
Powód słusznie twierdził, że brak absolutorium negatywnie wpłynął na jego reputację zawodową i możliwości kariery. Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznały mu rację, lecz Sąd Najwyższy w 2022 r. uchylił wyrok, wskazując, że niepodjęcie uchwały o udzieleniu absolutorium nie jest tożsame z uchwałą o jego nieudzieleniu (wyrok z 10 listopada 2022 r., II CSKP 1330/22). Sąd Najwyższy podkreślił dyskrecjonalny charakter decyzji akcjonariuszy oraz brak podstaw do przypisania spółce odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych w takiej sytuacji.
Po ponownym rozpoznaniu powództwo oddalono, a Sąd Najwyższy w grudniu 2024 r. odmówił przyjęcia kolejnej skargi kasacyjnej (postanowienie z 17 grudnia 2024 r., I CSK 1115/24). Sześć lat procesu, a o wyniku przesądziła okoliczność, której większość uczestników obrotu w ogóle nie dostrzega: różnica między uchwałą odmowną a brakiem uchwały. Wystarczy odpowiednio poprowadzić głosowanie, by osiągnąć skutek piętnujący bez ryzyka odpowiedzialności.
Wniosek praktyczny jest paradoksalny. Menedżer, wobec którego zgromadzenie podjęło wprost uchwałę o nieudzieleniu absolutorium, ma szansę na ochronę dóbr osobistych. Menedżer, wobec którego zgromadzenie po prostu nie podjęło żadnej uchwały, bo większość wstrzymała się od głosu, jest jej pozbawiony, choć rynek odczytuje obie sytuacje identycznie.
Odmowa zasłużona i odwetowa
Skala zjawiska ujawniła się w 2024 r. Po zmianie władzy walne zgromadzenia spółek Skarbu Państwa seryjnie odmawiały absolutorium poprzednim zarządom: w Orlenie, PGE, PKP Cargo, GPW, JSW i kolejnych podmiotach. Część tych decyzji miała solidne podstawy. W Orlenie ponad sto audytów, w tym analizy typu forensic, wskazało na nieprawidłowości liczone w miliardach złotych, a powództwa kwestionujące uchwały o nieudzieleniu absolutorium oddalił w pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Łodzi (wyroki nieprawomocne). Rzecz w tym, że z treści samych uchwał to nie wynika, bo… uzasadnienia nie wymagają. Odmowa wsparta realnymi audytami i odmowa czysto odwetowa przybierają więc tę samą postać: ogólnikowej formuły o utracie zaufania, a dla rynku, banku i headhuntera znaczą to samo.
Nie dotyczy to zresztą tylko spółek państwowych. W 2025 r. zwyczajne zgromadzenie giełdowej ZE PAK nie udzieliło absolutorium dwóm członkom rady nadzorczej, synom głównego akcjonariusza, Piotrowi Żakowi oraz Tobiasowi Solorzowi, w trakcie rodzinnego sporu o sukcesję w grupie, choć w spółkach siostrzanych te same osoby otrzymały wówczas absolutoria jednomyślnie.
Czy w tle jest zmiana władzy politycznej, czy spór o sukcesję w rodzinie właściciela, skoro ten sam akt znaczy wszystko i nic, przestaje znaczyć cokolwiek. Absolutorium coraz rzadziej mówi, jak ktoś pracował, a coraz częściej, po której jest stronie.
Zanim ustawodawca się obudzi
Na zmianę przepisów nie ma co liczyć szybko, dlatego jeden wniosek praktyczny warto wyciągnąć już dziś. Choć ustawa nie wymaga uzasadnienia odmowy, jego brak może spółkę kosztować: w procesie o dobra osobiste to ona będzie musiała wykazać rzeczywiste podstawy negatywnej oceny, a przegrana oznacza publiczne oświadczenie i realny uszczerbek wizerunkowy. Rzetelnie udokumentowane przyczyny odmowy, spójne z pozostałymi uchwałami zgromadzenia, są więc nie formalizmem, lecz polisą. Z drugiej strony ten, komu absolutorium nie udzielono, powinien najpierw ustalić z protokołu, czy zgromadzenie podjęło uchwałę odmowną, czy jedynie nie podjęło uchwały pozytywnej. Od tej z pozoru technicznej różnicy zależy dziś niemal wszystko.
Czas na rewizję
Zbierzmy ten obraz w całość. Absolutorium udzielone nie chroni: jego skuteczność zależy od stanu wiedzy zgromadzenia, wyłączają je upadłość i powództwa wspólników, a w razie sporu i tak trzeba przejść pełny proces.
Absolutorium nieudzielone nie rozstrzyga: nie przesądza winy, nie ułatwia spółce dochodzenia roszczeń, nie wymaga uzasadnienia, za to niszczy reputację skuteczniej niż niejeden wyrok. Granica między uchwałą odmowną a brakiem uchwały, niewidoczna dla rynku, decyduje o ochronie sądowej i myli nawet profesjonalistów, a jedyna realna ścieżka obrony, proces o dobra osobiste, trwa od czterech do sześciu lat i kończy się, gdy szkoda zawodowa dawno się dokonała. Instytucja, która nie daje bezpieczeństwa ocenianym, nie daje narzędzi oceniającym i nie daje informacji rynkowi, przestała pełnić jakąkolwiek z funkcji, dla których ją stworzono.
Wniosek nie musi być radykalny, ale powinien być stanowczy: ta konstrukcja dojrzała do rewizji. Albo trzeba nadać absolutorium realną treść, ustawowy obowiązek merytorycznego uzasadnienia uchwały odmownej, legitymację osoby ocenianej do jej zaskarżenia i jednoznaczne skutki każdego z trzech możliwych stanów, albo zrezygnować z jego obligatoryjnego charakteru, skoro o odpowiedzialności członka zarządu i tak rozstrzygają zasady ogólne, a skwitowanie niczego trwale nie zamyka. Dobre prawo spółek powinno wymuszać rzetelne rozliczenie, a na pewno nie udawać, że go dokonuje. Absolutorium w dzisiejszym kształcie udaje. I właśnie dlatego, po blisko stu latach obecności w polskim prawie, zasłużyło na to, by zadać mu pytanie, które ono samo co roku zadaje menedżerom: czy wykonało swoje obowiązki? Moim zdaniem nie.
autorka: Beata Krzyżagórska-Żurek, adwokat, partner zarządzająca Krzyżagórska Łoboda sp. p.