Testy dotyczyły kobiet z Indii i Pakistanu, które chciały zawrzeć małżeństwa z hinduskimi i pakistańskimi imigrantami na terenie Wielkiej Brytanii. Celem było sprawdzenie, czy zapewnienia pań o małżeńskich planach nie są fałszywe i podyktowane jedynie chęcią osiedlenia się w tym kraju.
Jeżeli okazało się, że kobieta straciła już dziewictwo, automatycznie była podejrzana. Zakładano bowiem, że ceniący dziewictwo mężczyźni z Azji nie chcieliby zawrzeć prawdziwego związku małżeńskiego z kobietami po defloracji.
W 1979 r. dziennik "The Guardian" opisał przypadek 35-letniej Hinduski, którą poddano upokarzającej procedurze na lotnisku Heathrow. "Przyszedł doktor, mężczyzna. Miał gumowe rękawiczki. Wycisnął coś z tubki na watę i włożył mi do środka. Powiedział, że ustala, czy jestem w ciąży lub byłam w ciąży wcześniej" – relacjonowała kobieta. Lekarz napisał potem w swoim raporcie: "Penetracja do głębokości pół cala wykazała, że ma nienaruszoną błonę dziewiczą". Kobiecie zezwolono na wjazd do Wielkiej Brytanii. Po publikacji "Guardiana" Hinduska otrzymała od władz odszkodowanie w wysokości 500 funtów. W zamian za to obiecała, że nie zaskarży władz do sądu. Laburzystowski rząd ogłosił, że były tylko trzy przypadki takich testów i że więcej się to nie powtórzy.
Ujawnione właśnie dokumenty resortu spraw wewnętrznych dowodzą jednak, że ta praktyka była częstsza. Dokumenty te zostały odnalezione w londyńskim Archiwum Krajowym przez Marinellę Marmo i Evan Smith, australijskie pracownice naukowe z wydziału prawa Flinders University. Jak wykazały badaczki, ponad 80 testów dziewictwa przeprowadzono w brytyjskich biurach imigracyjnych w Bombaju, New Delhi i Islamabadzie.
Marmo i Smith określiły te testy jako jedno z największych nadużyć w historii władz imigracyjnych w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że Londyn dotychczas za nie oficjalnie nie przeprosił. Do przeprosin wezwała też rząd Hina Madżid, szefowa departamentu prawnego Rady na rzecz Dobra Imigrantów.