Ta niewielka zamieszkana przez Ormian enklawa w Azerbejdżanie – dawny obwód autonomiczny radzieckiego Azerbejdżanu, który na początku lat 90. XX w. ogłosił niepodległość – jest kością niezgody między Armenią i Azerbejdżanem (oraz wspierającą go Turcją). Baku stanowczo uważa, że wybory są nielegalne.
– Przeprowadzone w okupowanym przez Armenię Karabachu są sprzeczne z Konstytucją Azerbejdżanu i normami prawa międzynarodowego – oświadczył Mazair Panachow, szef azerskiej Centralnej Komisji Wyborczej.
Podobne jest zdanie innych państw. W oświadczeniu wydanym przez szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton czytamy, że „Unia Europejska nie uznaje zasad konstytucyjnych i prawnych, zgodnie z którymi organizowane są «wybory parlamentarne» w Górskim Karabachu”.
– To głosowanie potwierdza status quo i nie powinno w żaden sposób wpłynąć na sytuację w regionie – powiedział „Rz” Dawid Petrosjan, armeński komentator polityczny z Erewanu. – Co prawda znaczące organizacje międzynarodowe ich nie uznały, ale już do tego przywykliśmy. Jaka zresztą byłaby alternatywa dla wyborów? Powoływanie jakichś komendantów polowych? Ten etap już przeszliśmy – dodał.
Całkowicie odmiennego zdania jest Mustafa Hadżibejli, szef azerbejdżańskiego Centrum Badań Politycznych Democrat. – Trwają rozmowy w sprawie uregulowania statusu Górskiego Karabachu i widać wyraźnie, że Azerbejdżan i Turcja są gotowe na ustępstwa. A Ormianie z Karabachu najwyraźniej postanowili kontynuować kurs polityczny przyjęty na początku lat 90., co będzie negatywnie wpływać na proces pokojowy – mówił „Rz”. Wskazał m.in. na porozumienie armeńsko-tureckie w sprawie otwarcia granic między tymi krajami. – Ono nie weszło w życie – podkreślił.