Zgodnie z ultimatum Kurmanbek Bakijew ma natychmiast wrócić do Biszkeku ze swoich stron rodzinnych na południu Kirgizji lub rozpocznie się wojskowa operacja, która doprowadzi do jego schwytania.
– Każda próba zatrzymania mnie utopi Kirgizję we krwi – oświadczył tymczasem Bakijew, który we wtorek pojawił się na wiecu w rodzinnej prowincji Dżalalabad. Otoczony tłumem zwolenników, buńczucznie zapewniał, że ciągle jest legalnym prezydentem Kirgizji.
Jednak parę godzin później przyznał rosyjskim dziennikarzom, że jest gotów ustąpić, jeśli nowe władze zapewnią jemu i jego rodzinie gwarancje bezpieczeństwa.
– Bakijew chce, by premier Roza Otunbajewa spotkała się z nim w jego rodzinnym domu na południu. Ale dostał odpowiedź, że nie pertraktujemy z krwawymi dyktatorami – tłumaczył ludziom zgromadzonym na głównym placu Biszkeku jeden ze współpracowników szefowej tymczasowego rządu.
[srodtytul]Mnóstwo Kurmanbeków[/srodtytul]