Wtedy ryczałt trzeba mu obniżyć.
Takie [link=http://www.rp.pl/artykul/322477.html]stanowisko w sprawie tego wynagrodzenia za godziny nadliczbowe przyjął niedawno Główny Inspektorat Pracy (GPP-110-4560-14/09/PE/RP)[/link]. Uczula jednak, że jego wysokość powinna odpowiadać przewidywanemu wymiarowi pracy w godzinach nadliczbowych. Wynika to zresztą z jedynego poświęconego ryczałtowi art. 151[sup]1[/sup] § 4 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=33A4E310F628DAE57A99F0CF2A504A2E?id=76037]kodeksu pracy[/link].
Aby wprowadzić ryczałt za nadgodziny, praca musi być stale wykonywana poza siedzibą pracodawcy. Zwykle takie wynagrodzenie ustala się przedstawicielom handlowym oraz medycznym, kierowcom i serwisantom czy agentom nieruchomości. Pracodawców kusi jeszcze to, że prowadzą przy nim jedynie uproszczoną ewidencję czasu pracy. Nie trzeba w niej zaznaczać godzin pracy w poszczególnych dniach. Dodatkowo nie przelicza się nadgodzin co miesiąc, płaci się określoną kwotę, co oznacza mniej pracy dla działów kadr i płac.
[srodtytul]Bez pełnego miesiąca [/srodtytul]
Przepisy nie rozstrzygają, czy ryczałt trzeba wypłacić w pełnej wysokości, gdy podwładny nie przepracował całego miesiąca, czy wolno go obniżyć. A takie sytuacje mogą się zdarzyć, gdy u pracodawcy zapotrzebowanie na pracę różni się sezonowo. Według części inspektorów pracy podwładny nie może wtedy odpowiadać za ryzyko działalności pracodawcy (np. sezonowość prac, brak zamówień). To pozbawiałoby go lub uszczupliło jego prawo do zagwarantowanego angażem składnika wynagrodzenia w stałej wysokości, wypłacanego przecież bez względu na faktyczną liczbę przepracowanych godzin.