Groźba skierowania sprawy na drogę sądową padła w Brukseli trzy tygodnie temu, kiedy okazało się, że nasz kraj, tak jak Estonia, nie dostarczył na żądanie Komisji Europejskiej informacji o wydawanych interpretacjach podatkowych. Komisja zainteresowała się takimi praktykami w krajach członkowskich po tym, jak ujawniono udzielanie sporych ulg podatkowych (a więc przyznawaniem niedozwolonej pomocy publicznej) międzynarodowym koncernom w Luksemburgu.
Na czym polegał problem – zapytaliśmy Ministerstwo Finansów. Resort udzielił dość lakonicznej odpowiedzi, ale można z niej wywnioskować, że jednak potraktował sprawę poważnie. „Dokonano przeglądu 25 tys. interpretacji indywidualnych w zakresie CIT pod kątem zagadnień transgranicznych" – przyznało biuro prasowe MF. Okazało się, że w tej liczbie około 700 interpretacji dotyczyło kwestii transgranicznych, czyli spraw najbardziej interesujących Komisje Europejską. Ich opis przekazano do Brukseli. Jednak Komisji to nie zadowoliło. „Wezwanie KE zostanie przeanalizowane pod kątem obowiązujących przepisów" – oświadczyło MF.
Czy ewentualny spór na linii Warszawa–Bruksela na tym tle oznacza, że nasz system interpretacji podatkowych może zostać zakwestionowany? Zdaniem ekspertów pytanych przez „Rz", nasz kraj może uniknąć kłopotów, jeśli Ministerstwo Finansów wyjaśni podstawową różnicę między niedawnymi praktykami luksemburskimi a polskimi interpretacjami.
– Nasze interpretacje nie mogą deklarować ani formułować w swej treści ulg, zwolnień czy korzyści podatnikom, bo takie wnioski rozpatrywane są zupełnie w innym trybie – zwraca uwagę Joanna Kanicka, doradca podatkowy i partner w kancelarii Independent Tax Advisers.
W tej sprawie znaczenie może mieć fakt, że nasz fiskus wydaje rocznie ponad 30 tys. indywidualnych interpretacji, co jest ewenementem na skalę europejską.