Nie ustają kontrowersje wokół najnowszej propozycji rządu, aby to pracodawcy obliczali roczny podatek dochodowy za swoich pracowników. I to z uwzględnieniem nie tylko kosztów uzyskania przychodów i zapłaconych składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, ale także – jeśli pracownik ma do nich prawo i takie życzenie – ulgi na dzieci, użytkowanie Internetu oraz ze wskazaniem konta organizacji pożytku publicznego, na które ma trafić 1 proc. podatku, jaki będzie wynikał z takiego zeznania rocznego.
Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, nowa koncepcja to autorski pomysł wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza, który w resorcie nie odpowiada za podatki, lecz m.in. za służby kontroli skarbowej.
[srodtytul]PIT-11 czy PIT-40[/srodtytul]
Z sygnałów, jakie napływają do naszej redakcji, wynika, że nowe rozwiązanie, lansowane jako uproszczenie, wcale nim nie będzie. Nawet dla pracowników. Jeśli pracują na kilku etatach, będą musieli pamiętać o złożeniu oświadczenia o zamiarze samodzielnego rozliczenia się z fiskusem. W przeciwnym razie ich urząd skarbowy otrzyma kilka deklaracji PIT-40, od każdego ich pracodawcy. Skoro bowiem płatnicy z automatu mają obliczać roczny podatek, to brak oświadczenia o samodzielnym rozliczeniu i o ulgach będzie sygnałem do rozliczenia podatnika, w dodatku z uwzględnieniem tylko kosztów podatkowych i składek.
Łatwiej na pewno nie będzie płatnikom (pracodawcom). Wciąż na jaw wychodzą nowe problemy z tym związane.