Pomijając elementy polskiej ustawy, które wynikają z konieczności dostosowania się do rozwiązań unijnych, przepisy w zasadzie się nie zmieniły. Inne jest natomiast podejście do tego podatku, i to zarówno podatników, jak i władz skarbowych. Mniejszy niż przed laty jest też formalizm, choć w dalszym ciągu nieporównywalnie większy niż w innych krajach Wspólnoty. Przykładowo – przywiązujemy olbrzymią wagę do dokumentacji i potwierdzenia wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. To jest do pewnego stopnia zrozumiałe, ale nie może prowadzić do podważania prawa podatnika do zastosowania 0 proc. stawki VAT, jeżeli z obiektywnych przesłanek wynika, że towar został wywieziony do innego państwa członkowskiego.
Podobnie sprawa wygląda z fakturami korygującymi i tym, czy jedną fakturą można skorygować dany okres rozliczeniowy czy też - tak jak mówią nasze przepisy – faktura korygująca musi odnosić się do konkretnych faktur. W innych, bardziej cywilizowanych krajach jest to jedna kwota – nieważne do jakiej faktury, bo istotne jest tylko to, aby była prawidłowo rozliczona. U nas podatnicy muszą informować o tym, jak było w starej fakturze, a jak powinno być w nowej. Tymczasem najistotniejsze jest, aby podatnik mógł pomniejszyć obrót, a nabywca, otrzymując taką fakturę, pomniejszyć podatek naliczony. Przejawem formalizmu jest też ograniczenie prawa do odliczenia podatku naliczonego jedynie do miesiąca otrzymania faktury lub miesiąca następnego – mimo że nic nie stoi na przeszkodzie, by wydłużyć ten okres, tak aby podatnik nie musiał korygować faktur, lecz miał więcej czasu na jego rozliczenie.
Czy po tych 15 latach można powiedzieć, że przepisy są prostsze?
Prostsze na pewno nie, bo nie mogą być. Wystarczy spojrzeć na dyrektywę i stopień skomplikowania tych przepisów. Ważniejsze jest to, czy istniejące rozwiązania w jakikolwiek sposób upraszczają życie podatnikom. Tak naprawdę dopiero dyrektywa unijna otworzyła nam oczy na tego rodzaju możliwości, ale niestety korzystamy z nich w bardzo ograniczonym zakresie. Nie przemawia to na naszą korzyść, gdy patrzy się na polskie przepisy oczami zagranicznego inwestora. Wielu naszych sąsiadów wprowadziło bowiem do swego prawa sporo tego rodzaju uproszczeń. My natomiast z tych możliwości nie korzystamy.
Na to eksperci zwracali uwagę już na etapie projektowania nowej ustawy o VAT, gdy okazało się, że każde dopuszczalne prawem UE uproszczenie w polskiej ustawie obwarowane było dodatkowymi wymogami.
No właśnie. Konstruowanie przepisów to odrębna kwestia. Można odnieść wrażenie, że Ministerstwo Finansów tworzy prawo dla 1 proc. oszustów podatkowych, a nie dla 99 proc. uczciwych podatników. Dlatego każde wprowadzane rozwiązanie obudowuje taką ilością warunków formalnych, które w założeniu mają do minimum ograniczyć ewentualne nadużycia, a w praktyce uniemożliwiają skorzystanie z nich. Tak stało się np. z ulgą na złe długi czy zaliczkowym zwrotem podatku naliczonego. Na szczęście nowelizacja ustawy dyskutowana właśnie w Komisji Finansów Publicznych wprowadza wiele bardzo korzystnych rozwiązań dla podatników, jak choćby rozliczanie VAT z tytułu importu towarów poprzez deklarację.