Chodzi o obowiązujący od początku tego roku art. 9b ust. 1 pkt 2 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (dalej: ustawa o CIT). Pozwala on ustalać różnice kursowe powstałe przy transakcjach (wydatkach) wyrażonych w walucie obcej na podstawie przepisów o rachunkowości. Pod jednym wszak warunkiem: metodę tę trzeba stosować nie krócej niż trzy kolejne lata, licząc od początku roku, w którym została wybrana.
Co ważne, o wyborze tej metody rozliczeń różnic kursowych firma ma obowiązek zawiadomić pisemnie właściwego naczelnika urzędu skarbowego.
Termin na złożenie takiego zawiadomienia upływa z końcem pierwszego miesiąca roku podatkowego. Ci, którzy zdecydują się na wybór metody rachunkowej, muszą też pamiętać, że musi być ona sprawdzana i zatwierdzana przez audytora.
Niestety na razie rozwiązania pozostają tylko na papierze. Nie ma wielu chętnych na skorzystanie z tej metody, bo zniechęcają do tego niejasne przepisy. Firmy, które przeszłyby na metodę rachunkową, powinny bowiem – zgodnie z przepisami o rachunkowości – w wyniku podatkowym uwzględniać różnice kursowe od wszystkich transakcji. I tu zaczynają się problemy.
Nie wiadomo bowiem, czy firma, która zdecyduje się na rachunkowe podejście w rozliczaniu różnic kursowych, musi – na gruncie podatkowym – stosować również art. 16 ust. 1 ustawy o CIT. Stanowi on katalog wydatków, których przedsiębiorca będący osobą prawną nie może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.