Przedsiębiorcy zdecydowali się na pikietę po tym, jak spotkanie z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą tydzień temu nie przyniosło żadnego efektu.
Ponad połowa z tysiąca firm sprzedających olej opałowy w kraju już została skontrolowana lub została objęta kontrolą. – Inspektorom nie zależy jednak na ustaleniu, czy olej opałowy jest używany do celów grzewczych czy też nie, ale na znalezieniu formalnych błędów w oświadczeniach klientów – mówi „Rz” Mirosław Skorupa z Komitetu Koordynacyjnego Dystrybutorów Lekkiego Oleju Opałowego. – Ograniczają pracę do sprawdzenia tylko, czy oświadczenia o sposobie wykorzystania paliwa zostały prawidłowo wypełnione.
Stąd problemy przedsiębiorców. Bo – jak mówi Mirosław Skorupa – wystarczy, że na przykład podpis klienta jest mało czytelny lub błędnie podany nr PESEL i już stanowi to podstawę do naliczenia wysokich kar. – Zwykle więc urzędnik uznaje po prostu, że oświadczenia nie ma i nakłada karę z natychmiastowym wykonaniem – dodaje.
Zdarzają się sytuacje absurdalne, bo inspektorzy zakwestionowali oświadczenia podpisane przez szefa komendy rejonowej policji, której budynek jest ogrzewany olejem opałowym, a także kancelarii jednej z ambasad w Warszawie.
Kary są dotkliwe, w niektórych przypadkach sięgają milionów złotych, co w praktyce oznacza bankructwo przedsiębiorcy. –Tym bardziej że często dochodzi od razu po wydaniu decyzji do zablokowania konta bankowego przedsiębiorcy, nawet jeśli składa odwołanie i zostaje ono pozytywnie rozpatrzone – mówi „Rz” prawnik Robert Gwiazdowski.