Tak wynika z nowelizacji przyjętej przez sejmową Komisję Finansów Publicznych (poparł ją też rząd).
To korzystna zmiana dla tych, którzy chcą założyć własny biznes. [b]Z obecnych przepisów wynika, że jeśli współpracują z byłym szefem i robią w firmie to samo, co wcześniej na etacie, na podatek liniowy muszą poczekać przynajmniej rok.[/b]
Ograniczenie to ma zapobiec masowemu zakładaniu firm przez pracowników tylko po to, aby zaoszczędzić na podatkach. Osoby przechodzące na tzw. samozatrudnienie muszą się więc mocno nagimnastykować, aby świadczone dla byłego pracodawcy usługi nie odpowiadały czynnościom wykonywanym w ramach stosunku pracy.
– Przedsiębiorcy współpracujący z byłym szefem najczęściej modyfikują zakres swoich obowiązków – mówi Juliusz Wojciechowski, doradca podatkowy, wspólnik w kancelarii BWWS Bartkowiak Wojciechowski Wawrzynowicz Springer. – Jeśli nie pokrywają się z tym, co robili wcześniej na etacie, mogą od razu rozliczać się według stawki liniowej. Zapisy w umowie muszą jednak odpowiadać rzeczywistości. Urzędy łatwo bowiem sprawdzą, co faktycznie robi były pracownik.
– W grupach kapitałowych popularne jest również podpisywanie umów z innym podmiotem – dodaje Juliusz Wojciechowski. – Chociaż byli pracownicy wykonują w ramach działalności to samo, co na etacie, nie wystawiają faktur pracodawcy, ale innej spółce. Mogą więc płacić podatek liniowy. Urząd skarbowy może jednak zweryfikować taką konstrukcję. Trzeba też pamiętać, że zgodnie z art. 5b ustawy o PIT wolno mu sprawdzić, czy wykonywane przez podatnika czynności są w ogóle działalnością gospodarczą.