Przedsiębiorcy, którym fiskus odmawia prawa do odliczenia VAT z powodu udziału w oszustwie, coraz częściej powołują się na tzw. dobrą wiarę. Tłumaczą, że nie wiedzieli o całym procederze i nie mogą ponosić negatywnych konsekwencji. Taka linia obrony nie zawsze okazuje się jednak skuteczna. Potwierdzają to ostatnie rozstrzygnięcia Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Spór dotyczył rozliczenia VAT za maj 2004 r. Fiskus uznał, że podatnik nie miał prawa do odliczenia z faktur dokumentujących zakup paliwa. W jego ocenie obrót był czystą fikcją. Faktury wystawiały podstawione firmy na inny towar.
Przedsiębiorca się bronił, że nie był świadom procederu. Powołując się m.in. na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, wskazywał, że podatnika, który nie wiedział lub nie mógł wiedzieć o oszustwie, nie można pozbawić prawa do odliczenia VAT.
Sądy administracyjne obu instancji przyznały jednak rację fiskusowi. Oddalając skargę kasacyjną przedsiębiorcy, NSA zauważył, że sporne faktury nie tylko były wystawione przez tzw. słupy, czyli firmy, które nie prowadziły działalności. Dotyczyły też towaru innego, niż otrzymał nabywca.
Podatnik uważał, że zachował dobrą wiarę i był ofiarą oszustwa. Sąd kasacyjny zauważył, że to kolejna sprawa, w której podatnik powołuje się na dobrą wiarę. I potwierdził, że z orzecznictwa TS UE wynika, iż jeśli nabywca nie miał świadomości oszustwa i zapłacił za towar, to nie można go pozbawiać prawa do odliczenia. Jednakże z orzecznictwa tego samego Trybunału wynika, że podstawą odliczenia ma być rzeczywista transakcja.