Zgodnie ze „słownikiem języka polskiego” bilet to „karteczka, kartonik, będący dokumentem uprawniającym do czegoś jej posiadacza albo nabywcę”, imienny to „określający imię i nazwisko (to znaczy odpowiednią osobę); zawierający spis nazwisk”, natomiast okresowy oznacza „obejmujący pewien okres; dotyczący danego okresu”. Takim dokumentem nie jest zaświadczenie od pracodawcy.
Ten pogląd poparł sąd. Podkreślił, że organ podatkowy zasadnie oparł się na wykładni gramatycznej pojęcia „imienny bilet okresowy”, dochodząc do konkluzji, iż zaświadczenie nie posiada cech biletu. Nie tylko nie uprawnia do przejazdu określonym środkiem komunikacji, ale także nie wskazuje okresu, na jaki obowiązuje. Jak wskazał WSA, użyty w art. 22 ust. 11 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?n=1&id=346580]ustawy o PIT[/link] zwrot „wyłącznie” wskazuje, że okresowy bilet imienny nie może być zastąpiony innym dokumentem.
[srodtytul]W samolocie bez przywileju[/srodtytul]
Korzystnie dla fiskusa zakończyła się też sprawa podatnika, który do miejsca pracy dociera samolotem. We wniosku o interpretację zapytał, czy przysługują mu wyższe koszty.
Nie, ponieważ wymienione w art. 22 ust. 11 ustawy o PIT środki transportu tworzą zamknięty katalog – przeczytał w odpowiedzi. Nie ma tam samolotów.
Zdaniem fiskusa podatnik nie spełnia też drugiego warunku do skorzystania z ulgi. Przepisy wymagają bowiem, aby wydatki na transport udokumentowane były imiennym biletem okresowym. Tymczasem podatnik dysponował biletami na określone przeloty. Zawierały one wprawdzie jego dane, trasę i datę przelotu, ale nie były biletami okresowymi.