Takie podejście urzędów może być dyskusyjne. Przedstawiciele fiskusa rozumieją ekwiwalent pieniężny jako prosty zwrot poniesionych kosztów. Stąd powtarzający się w interpretacjach warunek, by rozmowy służbowe z telefonu prywatnego i wysokość poniesionych na nie wydatków były udokumentowane billingami. Tymczasem ekwiwalent to nie zwrot. Zakłada on pewną ryczałtowość. Ma rekompensować koszty, ale bez obowiązku wyliczenia się z wydatków faktycznie poniesionych. Dlatego może nim być pewna z góry ustalona kwota, rekompensująca wydatki za jakiś okres. Wymaganie więc, by ekwiwalent każdorazowo odpowiadał faktycznie poniesionym wydatkom udokumentowanym billingami, nie ma -moim zdaniem -podstaw w przepisach.
Trudno jednak odmówić racji Pierwszemu Mazowieckiemu Urzędowi Skarbowemu w Warszawie, który w postanowieniu 25 lipca 2005 r. (1471/DPF/415/60/05/MJ) posłużył się takim argumentem: kwoty zwracane pracownikom za korzystanie z linii telefonicznych i łącz internetowych nie są objęte zwolnieniem, ponieważ nie stanowią ekwiwalentu za używanie ich własnych rzeczy (np. telefonu), lecz częściowe pokrycie kosztów korzystania z usług telekomunikacyjnych i internetowych.
Nie ma wątpliwości, że kosztem podatkowym pracodawcy są ekwiwalenty objęte zwolnieniem. Przedstawiciele fiskusa nie zgadzają się natomiast na zaliczenie w koszty wypłat opodatkowanych. Powodem jest brak związku takiego wydatku z funkcjonowaniem pracodawcy.
Takie stanowisko zajął np. Drugi Urząd Skarbowy w Zielonej Górze w postanowieniu z 14 września 2006 r. (I/423-5/KM/06) w odniesieniu do wypłaconego pracownikom ryczałtu na zakup kart doładowujących do prywatnych telefonów. Tłumaczył, że warunkiem zaliczenia w koszty wydatków na rozmowy telefoniczne z prywatnego telefonu pracownika jest ich właściwe udokumentowanie. Podatnik powinien więc wykazać, że rozmowy prowadzone z prywatnego telefonu dotyczyły spraw służbowych. Telefon prywatny - argumentował urząd - służy z zasady osobistym celom pracownika. Jeśli nie ma odpowiednich dowodów na wykorzystywanie go do celów pracodawcy, nie można stwierdzić, że wydatek dotyczy jego działalności. O możliwości zaliczenia wydatku w koszty przesądza billing, wskazujący, które z rozmów zakwalifikować można jako służbowe. Taki pogląd wyraziło Ministerstwo Finansów w piśmie z 12 lipca 1996 r. (PO 3MD 722/190/96) i, jak widać, urzędy skwapliwie się go trzymają.
Wydaje się jednak, że stałe, kwotowe ekwiwalenty to wydatki na rzecz pracowników. Te stanowią - co do zasady - koszt uzyskania przychodu pracodawcy, bez względu na to, czy są opodatkowane, czy objęte zwolnieniem. Są one, moim zdaniem, kosztem pracowniczym podobnie jak inne wydatki: wynagrodzenia, premie, dodatki czy świadczenia rzeczowe. Jeśli nie można ich uznać za zwrot wydatków czy objęty zwolnieniem ekwiwalent, trzeba je potraktować jako formę wynagrodzenia. Korzyść pracodawcy z posługiwania się przez pracowników na potrzeby firmy telefonami czy łączami internetowymi jest tak samo oczywista, jak w sytuacji, gdy przekazuje im swoje telefony, przenośne komputery i samochody i żąda tylko zwrotu wydatków związanych z korzystaniem z nich dla celów prywatnych.