Nowe kodeksowe regulacje o przywilejach rodzicielskich rozszerzają katalog osób uprawnionych do korzystania z nich. Chodzi o tzw. członków najbliższej rodziny będących pracownikami lub ubezpieczonymi z innych tytułów niż zatrudnienie (art. 175 [1] pkt 3 i 4 k.p.). W ściśle określonych przypadkach mogą oni skorzystać z urlopów związanych z urodzeniem dziecka (tj. macierzyńskiego i rodzicielskiego) i/lub zasiłku macierzyńskiego. Rozwiązanie to niewątpliwie przyjęte w interesie dziecka ma jeden podstawowy mankament – żaden z przepis nie definiuje pojęcia „najbliższego członka rodziny".
Wątpliwa wykładnia
Kodeks pracy zawiera tu dość dziwną konstrukcję. W art. 175 [1] pkt 3 i 4 k.p. stanowi, że ilekroć w przepisach działu VIII jest mowa o „członku najbliższej rodziny", należy przez to rozumieć „członka najbliższej rodziny, o którym mowa w art. 29 ust. 5 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa". A co o członku najbliższej rodziny mówi przywołany przepis ustawy zasiłkowej? Nic, dokładnie nic.
Wskazuje jedynie, że chodzi o innego członka najbliższej rodziny, który uzyskał prawo do urlopu macierzyńskiego, urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego albo urlopu rodzicielskiego lub przerwał działalność zarobkową w celu sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem. Nie wiadomo jednak, kto to ma być.
Poszukując na siłę pewnych wskazówek interpretacyjnych, można sięgnąć przez analogię do art. 32 ust. 2 ustawy zasiłkowej. I uznać za członka najbliższej rodziny takie osoby jak małżonek rodzica, babcia i dziadek dziecka, rodzeństwo rodziców dziecka czy wnuki rodziców dziecka itd. Ten przepis mówi jednak o „członkach rodziny", a nie o „członkach najbliższej rodziny". Został stworzony dla potrzeb ustalenia listy osób uprawnionych do zasiłku opiekuńczego, a nie uprawnionych do korzystania z uprawnień związanych z rodzicielstwem (w szczególności do zasiłku macierzyńskiego).
Literalna wykładnia pojęcia „członek najbliższej rodziny" jest więc niemożliwa. Prowadzi bowiem do wniosku, że członek najbliższej rodziny to członek najbliższej rodziny. Wszystkie inne metody też napotykają na przeszkody, co najmniej trudne do pokonania, a sięganie do wykładni przez analogię jest zbyt ryzykowne.