Prawo pracy chroni m.in. dobra osobiste pracowników (godność, prywatność). To one wyznaczają granicę dla niekonwencjonalnych metod kontroli załogi przez szefa. Nie jest ona wyraźna, ale ryzykowne jest jej przekraczanie.
Fałszywy kupiec
Powodowani ochroną własnych interesów oraz potrzebą motywowania podwładnych pracodawcy coraz częściej uciekają się do oryginalnych sposobów ich sprawdzania. Np. jakość pracy służb sprzedażowych bywa badana przez wynajętych klientów. Dokonując autentycznych zakupów nie mają na celu zaspokojenia potrzeb, ale ocenę profesjonalizmu sprzedawcy, przestrzegania przez niego standardów obsługi klienta itp.
Nie lubią tego pracownicy, a związki zawodowe jeszcze mniej, uznając takie podstępne działania pracodawcy za swego rodzaju niedopuszczalną inwigilację.
Ciekawe w tej kwestii uwagi sformułował Sąd Najwyższy w uzasadnieniu postanowienia z 29 stycznia 2014 r. (II PK 235/13). Sprawa dotyczyła ekspedientki, która sprzedawała napoje alkoholowe nieletnim. Pracodawca potwierdził to przeprowadzając zakup kontrolowany. Konsekwencją było zwolnienie kobiety, jej odwołanie do sądu i przegrana w obu instancjach. I to mimo że podnosiła m.in. zarzut, iż zachowanie pracodawcy (zakup kontrolowany) było wysoce niestosowne, a w istocie stanowiło nadużycie prawa do kontroli.
SN stwierdził jednak, że „pracownik nierespektujący norm tej ustawy [o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi – przyp. aut.] naraża (...) pracodawcę na odpowiedzialność, nawet karną. Czynienie zatem zarzutu pracodawcy, że weryfikował przestrzeganie przedmiotowej ustawy przez kasjerów (zmonitowany przez ochronę sklepu), wydaje się niestosowne z perspektyw celów samej ustawy".