Takie stanowisko zajął Sąd Najwyższy w wyroku z 9 maja 2012 r. (III PK 76/11).
Stan faktyczny
Wynagrodzenie pracowników składało się z wynagrodzenia zasadniczego w wysokości minimalnego oraz z prowizji, wypłacanej co miesiąc i uzależnionej wyłącznie od wielkości sprzedaży. Pracodawca zlikwidował stanowiska pracowników i wymówił im angaże. W okresie wypowiedzenia zwolnił podwładnych z obowiązku świadczenia pracy, ale z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Za okres zwolnienia wypłacił im wyłącznie wynagrodzenie zasadnicze, nie uwzględniając prowizji. Zatrudnieni odwołali się do sądu.
Rozstrzygnięcie
Zdaniem sądu rejonowego nie można uznać, że pracownicy mieli wyodrębnioną miesięczną stawkę wynagrodzenia. Głównym składnikiem ich wynagrodzenia była prowizja, natomiast wyodrębnienie pensji minimalnej było wyłącznie zabiegiem technicznym. W tej sytuacji wynagrodzenie za czas zwolnienia należało wypłacić w wysokości 60 proc. wynagrodzenia liczonego jak wynagrodzenie za urlop, tj. z uwzględnieniem prowizji (art. 81 § 1 k.p.). Sąd okręgowy przychylił się do tego poglądu i oddalił apelację pracodawcy. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego.
SN podzielił stanowisko obu sądów. Uznał, że pracownikom należy się za czas zwolnienia od pracy wynagrodzenie w wysokości 60 proc. pensji obliczanej jak wynagrodzenie urlopowe (tj. z uwzględnieniem prowizji).
Zdaniem eksperta
Sławomir Paruch radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski i Wspólnicy