Firmy zajmujące się instalacją i naprawami pomp ciepła, klimatyzacji (także samochodowych), a nawet sprzętu gaśniczego będą musiały uzyskać specjalny certyfikat. Ich pracownicy bez takiego dokumentu nie będą mogli dotykać urządzeń, w których znajdują się substancje chłodnicze.
Wprowadzenie takich wymagań przewiduje przyjęty przez rząd projekt założeń do nowej ustawy o substancjach zubożających warstwę ozonową oraz o niektórych fluorowanych gazach cieplarnianych.
W urządzeniach chłodniczych i klimatyzacjach znajdują się tzw. F-gazy. Ich wyciek jest szkodliwy dla warstwy ozonowej. Dlatego na urządzeniach gaśniczych zawierających fluorowane gazy cieplarniane będą musiały się znaleźć etykiety w języku polskim. A wszelkie urządzenia, w których są czynniki chłodnicze, powinni obsługiwać wyłącznie przeszkoleni pracownicy.
Jak tłumaczy Michał Dobrzyński, prezes Fundacji Ochrony Warstwy Ozonowej PROZON, Polska jest obecnie jedynym członkiem Unii Europejskiej, w którym – pomimo wymogów wspólnotowych – nie ma możliwości uzyskania certyfikatów F-gazowych ze względu na brak ustawowych uregulowań. Wskazuje, że dopiero nowa ustawa wyznaczy podmiot upoważniony do ich wydawania.
Powstaną więc firmy, które zajmą się szkoleniami i wydawaniem certyfikatów. Według szacunków przeszkolenie pracownika ma kosztować około 300 zł. Droższe będą jednak uprawnienia dla samych przedsiębiorców. Według niektórych szacunków właściciele warsztatów czy firmy montujące urządzenia chłodnicze wyłożą jednorazowo nawet 2,5 tys. zł.