Stosowanie norm „wypoczynkowych" ma długą tradycję, a pracownicze prawo do wypoczynku ma bogatą literaturę i orzecznictwo. Mimo to ciągle zaskakuje nas nowymi pytaniami, na które praktycy muszą poszukiwać odpowiedzi.
Jeden z problemów jest związany przede wszystkim z niedzielami i świętami. Co do zasady są to dni wolne od pracy (art. 151
9
§ 1 k.p.), co – literalnie interpretując ten przepis – można ująć jako zakaz wykonywania pracy. Niby jasne, ale jednak nie do końca.
Żeby zdążyć na czas
Weźmy dla przykładu następującą sytuację: w warszawskiej firmie szef poleca pracownikowi wykonanie zadania poza siedzibą zakładu pracy (stałym miejscem pracy). Wydaje mu więc polecenie wyjazdu służbowego. Pracownik ma załatwić sprawę w poniedziałek w godzinach wczesnorannych w Szczecinie. Oznacza to, że w podróż musi wyruszyć w wolną dla niego od pracy niedzielę, zanocować na miejscu w hotelu i załatwić sprawę. Żeby zanadto nie upraszczać problemu zakładam, że wsiadł do pociągu już po „odbyciu" 35-godzinnego odpoczynku tygodniowego.
Godziny podróży do Szczecina, z uwagi na to, że wypadają poza normalnymi godzinami pracy tej osoby, nie są wliczane do jego czasu pracy. Tak stanowi uświęcone ponad trzydziestoletnią tradycją orzecznictwo sądowe. Uznaje bowiem, że wprawdzie czasu podróży służbowej wypadającej poza godzinami pracy nie możemy zaliczyć na poczet należnego pracownikowi odpoczynku, to jednak z uwagi na brak faktycznej gotowości do świadczenia obowiązków podczas takiej podróży nie możemy jej również zaliczyć do czasu pracy (zob. m.in. uzasadnienie wyroku SN z 23 czerwca 2005r., II PK 265/04).