Mimo że transakcje kupna nieruchomości mogą się wydawać stosunkowo proste do przeprowadzenia, to nabywcy powinni uważać na związane z nimi pułapki. Jedną z kwestii, jakie należy wziąć pod uwagę, jest ryzyko nabycia zanieczyszczonej nieruchomości. Jest ono szczególnie wysokie na gruntach odzyskiwanych z terenów zakładów przemysłowych. Lokowane niegdyś w centrach miast, po latach świetności są burzone, a działki wystawiane na sprzedaż.
Problemem jest często to, czego nie widać, czyli podziemne instalacje oraz zanieczyszczenia gruntu. Kupując ziemię od pierwotnego właściciela, np. likwidowanego zakładu lub syndyka, stosunkowo łatwo można się dowiedzieć o rodzaju prowadzonej na niej działalności. Ustalenie, czy na miejscu działała szwalnia, stacja paliw czy magazyn nawozów, pozwala na ocenę, jakich ewentualnie zanieczyszczeń można się spodziewać. Często też w istniejącym jeszcze zakładzie dostępna dokumentacja daje wskazówki, gdzie szukać podejrzanych miejsc.
Niestety, na rynku częstsze są transakcje zakupu nieruchomości od podmiotów, które nabyły je w celu ich dalszej szybkiej odsprzedaży. Z reguły sprzedający kupuje grunt oczyszczony z zabudowań i nie ma żadnej dokumentacji terenu ani wiedzy o wcześniejszej historii działki albo po prostu nie chce jej mieć.
[srodtytul]Przepisy korzystniejsze, ale...[/srodtytul]
Zgodnie z generalną zasadą wynikającą z art. 22 ust. 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=BAC8FAA4F9480FE9ECDC077E493B200F?id=185460f]ustawy o zapobieganiu i naprawie szkód w środowisku (DzU z 2007 r. nr 75, poz. 493[/link]; dalej: ustawa) ponoszenie kosztów działań zapobiegawczych i naprawczych (dotychczas zwanych rekultywacją) obciąża podmiot korzystający ze środowiska (zasada: zanieczyszczający płaci).