Od połowy lipca 2003 r. Agencji Nieruchomości Rolnych przysługuje prawo pierwokupu każdej nieruchomości rolnej (z małymi wyjątkami). Nie ma przy tym znaczenia, czy chodzi o 1 metr kwadratowy, czy o 2000 hektarów ziemi.
Taki wymóg wprowadziła ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego (dalej: ustawa). Nie definiuje ona pojęcia nieruchomości rolnej, tylko odsyła do kodeksu cywilnego. Według niego jest nią praktycznie każda działka z wyjątkiem tych, które w miejscowych planach przeznaczono na inne cele, np. budowlane.
Problem nie istniałby, gdyby były miejscowe plany. Tymczasem w wielu gminach zwyczajnie ich nie ma. W dużych miastach opracowano je zaledwie dla kilku procent terenów (np. w Warszawie ok. 14 proc., a we Wrocławiu ok. 21 proc.). W efekcie prawo pierwokupu stosuje się do nieruchomości, w wypadku których widać gołym okiem, że od dawna nie mają nic wspólnego z rolnictwem.
Agencja rzadko korzysta z przysługującego jej przywileju. Niemniej jednak pytać się trzeba, konsekwencje niewywiązania się z tego obowiązku są bardzo poważne. - Umowa jest wówczas dotknięta bezwzględną nieważnością -wyjaśnia Lech Borzemski, notariusz oraz rzecznik prasowy Krajowej Rady Notarialnej.
W praktyce procedura sprzedaży wygląda następująco. Inwestor o obowiązku zawiadomienia Agencji Nieruchomości Rolnych dowiaduje się od notariusza. Rejent w jego imieniu sporządza umowę warunkową sprzedaży, a następnie informuje o przeprowadzanej transakcji agencję. Jeżeli w ciągu miesiąca nie wyrazi chęci odkupienia ziemi, zawiadamia o tym strony i wtedy dochodzi do zawarcia właściwej umowy sprzedającej.