Polska nie ma rygorystycznych regulacji o zwolnieniach.
– Nasze prawo zapewnia pracownikom ochronę słabszą niż średnia w Europie – ocenia prof. Jakub Stelina, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.
– W niektórych krajach, np. we Francji, w Niemczech, Norwegii, przed zwolnieniem niezbędne jest ostrzeżenie pracownika o takim zamiarze, a nawet uprzednie wysłuchanie go. Szczególne procedury muszą być podjęte także w Rumunii czy Holandii – mówi Marcin Sękowski, radca prawny z Deloitte Legal.
Zgodnie z polskim kodeksem pracy osoba mająca umowę na czas nieokreślony, która przepracowała w danym miejscu mniej niż sześć miesięcy, ma dwutygodniowe wypowiedzenie. Jeżeli w jednej firmie spędziła więcej niż pół roku, ale mniej niż trzy lata, przysługuje jej miesiąc, a po stażu większym niż trzy lata – trzy miesiące. Najkrótsze, bo trzydniowe wypowiedzenie jest dla umów na zastępstwo.
Szybkie rozstanie
Jak wynika z raportu Deloitte, Polska – tak jak inne kraje regionu – nie jest dla zatrudnionych pod tym względem szczodra. Najkrótsze okresy wypowiedzenia, nieprzekraczające miesiąca, obowiązują m.in. na Łotwie i w Rumunii. Zupełnie inaczej jest w Skandynawii. Tam mogą trwać nawet sześć miesięcy, co oczywiście podnosi koszty pracodawcy. W Niemczech okres wypowiedzenia wynosi od czterech tygodni do siedmiu miesięcy.