Tak wynika z wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który wypłatą rekompensaty obciążył solidarnie aż cztery osoby, w tym jedną prawną: wynajmującego, jego pełnomocniczkę – matkę, pośrednika w obrocie nieruchomościami oraz towarzystwo ubezpieczeń, w którym agent wykupił polisę OC.
Biżuteria w ruderze
Olga B. bez powodzenia prowadziła działalność gospodarczą – wyrób i sprzedaż biżuterii. Stoisko w galerii handlowej nie przynosiło spodziewanych dochodów. Postanowiła przenieść sklep w inne miejsce. Poszukiwań odpowiedniego lokalu podjął się Andrzej B. zajmujący się zawodowo pośrednictwem w obrocie nieruchomościami. W umowie zastrzegł, że nie odpowiada za wady ukryte nieruchomości oraz za szkody, jakich najemca może doznać z przyczyn leżących po stronie wynajmującego.
Wkrótce Andrzej B. przedstawił klientce ofertę wynajęcia 17-metrowego lokaliku na parterze kamienicy w pobliżu centrum handlowego. Czynsz wynosił zaledwie 500 zł, bo front budynku zasłaniały rusztowania. Po zakończeniu remontu czynsz miał wzrosnąć do 1000 zł. Najemca miał też wyremontować lokal na swój koszt i wpłacić kaucję na pokrycie ewentualnych szkód. Właścicielem lokalu był Jerzy M., ale umowę najmu z Olgą B. zawarła jego matka Maria M., umocowana odpowiednio do zajmowania się nieruchomością syna.
Po kilku tygodniach Olga B. dowiedziała się od ekipy remontowej, że wynajęła lokal w budynku w całości wyłączonym z użytkowania ze względu na groźbę odspojenia stropów od ścian.
Ktoś musi zapłacić
Olga B. uznała umowę za nieważną i zażądała od Jerzego M. zwrotu nakładów na lokal oraz rekompensaty z tytułu utraconych korzyści. Gdy właściciel odmówił zapłaty, pozwała nie tylko jego, ale i pośrednika oraz ubezpieczające go towarzystwo. Od pełnomocniczki właściciela żądała zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną niemożnością prowadzenia działalności gospodarczej w wynajętym lokalu i związanym z tym rozstrojem zdrowia.