Takie przepisywanie może natomiast być i bardzo często bywa źródłem nieprzewidzianych kłopotów, a także nierzadko poważnych i kosztownych pułapek. Oto kilka przykładów wziętych z życia.
Zła doba
Do zakładowego układu zbiorowego pracy (zuzp) przepisano kodeksową definicję doby pracowniczej. Przypomnijmy, że w myśl art. 128 § 3 pkt 1 kodeksu pracy przez dobę należy rozumieć 24 kolejne godziny, poczynając od godziny, w której pracownik rozpoczyna pracę zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy. Jak wiadomo, ta wyjątkowo bezsensownie usztywniająca dobowe planowanie czasu pracy regulacja jest źródłem niekończących się perturbacji i z tych m.in. względów rozważa się jej zmianę w planowanej nowelizacji kodeksu.
Od drugiej połowy 2009 r. do końca 2011 r. przedsiębiorcy mogli uwolnić się od tej definicji za sprawą tzw. pakietu antykryzysowego, stosując bardziej elastyczną dobową organizację czasu pracy. Niestety, z dobrodziejstwa okresowego przywrócenia zdrowego rozsądku nie mógł skorzystać przedsiębiorca, który w funkcjonującym u niego zuzp miał przepisaną kodeksową definicję doby pracowniczej.
W przeszłości przedsiębiorców wiele kosztowało przenoszenie do układów zbiorowych przepisów o czasie pracy
Zaległość urlopowa
W regulaminie pracy skopiowano praktycznie cały dział VII kodeksu pracy poświęcony urlopom. Nie dostosowano jego brzmienia do zmian, jakie zaszły od 1 stycznia br., czyli przesunięcia daty udzielenia zaległego urlopu wypoczynkowego z końca pierwszego kwartału na koniec września.