Narzekający na jakąkolwiek segregację w zatrudnieniu musi potrafić to określić, nazwać i wykazać. Jeśli nie zdoła tego zrobić, pracodawca wyjdzie ze sporu obronną ręką
Pod obrady sądów regularnie trafiają sprawy, w których pracownik czuje się dyskryminowany, ale nie potrafi wskazać, jaka jest przyczyna tej nietolerancji. Sąd Najwyższy podkreśla, że przejawy dyskryminacji, a najczęściej są to różnice w wynagrodzeniu, mogą być badane przez sądy dopiero wtedy, gdy pracownik zdoła wykazać, że szef dopuścił się wobec niego nierównego traktowania względem innych pracowników.
Twarde dowody
Przełożony natomiast ma przedstawić argumenty świadczące za tym, że zróżnicowanie warunków pracy było uzasadnione obiektywnymi przesłankami. Innymi słowy, po pierwsze należy wykazać, że do dyskryminacji w rozumieniu kodeksowym w ogóle doszło i z jakiej konkretnie przyczyny.
SN ujmuje to w ten sposób, że w sporach, w których pracownik wywodzi swoje roszczenia z naruszenia wobec niego zakazu dyskryminacji, powinien przedstawić przed sądem fakty, z których można wyprowadzić domniemanie bezpośredniej lub pośredniej dyskryminacji, a wówczas na pracodawcę przechodzi ciężar dowodu, że przy różnicowaniu sytuacji pracowników kierował się obiektywnymi przesłankami. Dyskryminowaniem w rozumieniu art. 18
3a