Wszystko wskazuje na to, że zachodnie koncerny przenoszą zwyczaje z macierzystych krajów na polski rynek pracy. Ostatnio słychać coraz częściej, że o karierze zawodowej nie przesądzają osiągnięcia zawodowe, ale wynik testu psychologicznego pracownika. Jego ocena decyduje też o wyniku rekrutacji.
[srodtytul]Test testowi nierówny[/srodtytul]
– W mojej firmie jest jakiś szał na te testy. Raz do roku badają nas psychologicznie. Jestem sumienna, ciężko pracuję, tymczasem awans znów przeszedł mi koło nosa. Okazało się, że jestem za mało twórcza. Szef powiedział mi prosto w oczy, że docenia moje doświadczenie, ale awansować chce kogoś z potencjałem. Wygląda na to, że ja go nie mam. Zdołowałam się tylko, nie chce mi się pracować – twierdzi cytowana przez Wirtualną Polskę Patrycja Górska, zatrudniona w dziale sprzedaży jednej ze znanych sieci handlowych.
Zatrudnieni pytają, czy rozwiązywanie testów psychologicznych jest obowiązkowe. Mają też wątpliwości, czy takie praktyki są w ogóle zgodne z prawem.
Z przepisów nie wynika ani to, że testy psychologiczne w pracy są zabronione, ani to, że można je wykorzystywać. Kodeks pracy zobowiązuje tylko do tego, by pracodawcy organizowali pracę w sposób zapewniający pełne wykorzystanie czasu pracy. Nakłada też na nich obowiązek pomagania pracownikom w osiąganiu jak najwyższej wydajności i jakości pracy przy wykorzystaniu uzdolnień i kwalifikacji, jakie mają. Wynika tak z art. 94 pkt 2 k.p. W wypełnieniu tego obowiązku pomagają właśnie testy psychologiczne osobowościowe lub kompetencji. Dzięki nim pracodawcy wiedzą np., czy pracownik jest odporny na stres i jak sobie radzi w relacjach międzyludzkich. To pomaga pokierować jego zawodową karierą. Ale eksperci alarmują, że testy nie mogą być przypadkowe i należy je dobierać pod kątem wykonywanego zawodu.