– Poszedłem zarejestrować nową spółkę do warszawskiego Krajowego Rejestru Sądowego nieświadom zasadzek, które przygotowało dla mnie przyjazne państwo – irytuje się Jakub L., początkujący przedsiębiorca. – Nikt nie miał pojęcia, które dokumenty wypełnić i jak. Pracujące tam panie tylko wysyłają je pocztą do urzędów.
– Pobrałem formularze, obszedłem wszystkie urzędy i wróciłem je złożyć. Zamiast w jednym okienku załatwiałem sprawę w czterech. W jednym nawet dwukrotnie. Wcale nie jestem pewny, czy uda mi się szybko zarejestrować firmę. Jeżeli zostanę wezwany do uzupełnienia braków, jej start opóźni się o kolejne tygodnie – żali się pan Jakub.
Długo reklamowana nowelizacja ustawy o swobodzie działalności gospodarczej weszła w życie 31 marca 2009 r. Miała pozwolić na założenie firmy praktycznie od ręki, w jednym miejscu, bez konieczności składania dziesiątek formularzy w ZUS, GUS i urzędzie skarbowym.
Miesiąc obowiązywania przepisów pokazał jednak, że to tylko pobożne życzenia.
– Przepisy są dziurawe jak ser szwajcarski – mówi Rafał Dębowski, wspólnik w kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy. Okazuje się bowiem, że jedna wizyta w urzędzie to za mało, a skomplikowane formularze powodują, że jest trudniej, niż było. Dalej trzeba odwiedzać ZUS i urząd skarbowy, a urzędy wszystkie dokumenty przesyłają między sobą pocztą.