W pierwszej kolejności koncern zażądał zakazania przedsiębiorcy używania do oznakowania jego stacji paliw, reklamy oraz sprzedaży paliw zielono-żółtej kombinacji kolorów, w której – w ogólnym wrażeniu – bez względu na zastosowanie innych kolorów, w tym białego, dominujący jest kolor zielony, jeśli zajmuje ponad 40 proc. powierzchni wystroju stacji lub poszczególnych elementów widocznych z normalnej perspektywy.
BP ma w Polsce kilkaset stacji i kolory z dominacją zielonego stały się jego symbolem i nośnikiem renomy – podkreśla powód.
W poprzednim procesie między tymi stronami sąd zakazał pozwanemu używania koloru zielonego powyżej tego progu. W efekcie przemalował on swe stacje na oliwkowo. To BP nie zadowoliło. Wystąpił z kolejnym pozwem, wskazując, że nadal takie oznaczenie wprowadza w błąd klientów.
Sąd Okręgowy, a następnie Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznały, że sprawa została już osądzona. Koncern nie dał jednak za wygraną i odwołał się do Sądu Najwyższego.
Pełnomocnik BP mec. Lena Marcinoska-Boulangé przekonywała SN, że przeciętny kierowca skupia się na jeździe, a nie odróżnianiu subtelnych różnic w pomalowaniu stacji czy detali. A gdy pada czy wieczorową porą o pomyłkę jeszcze łatwiej. Kierowca nie będzie zaś, jak zasugerował SO, w smartfonie ustalał, czyja to stacja.
Mecenas Szymon Karpierz, pełnomocnik pozwanego, przekonywał z kolei, że to są zupełnie inne oznaczenia, a o odbiorze kolorów decyduje ich układ, czasem oświetlenie. Obie firmy stosują też odmienne logotypy – BP znaną rozetę, a pozwany swoje nazwisko, przedstawione w innym kolorze.