Katowicki Sąd Rejonowy nakazał kieleckiej prokuraturze ponowne przeprowadzenie śledztwa w sprawie tzw. afery hejterskiej. Wcześniej postanowiła umorzyć postępowanie, bo... nie mogła ustalić, kim jest Mała Emi. Wierzy pani, że jeszcze kiedykolwiek uda się wyjaśnić tę sprawę?
Dla wszystkich, którzy interesowali się sprawą, decyzja prokuratury musi wydawać się absurdalna. Mała Emi, czyli żona Tomasza Szmydta, jednego z sędziów z Kasty pracujących dla ministra, ma ustalone dane osobowe, składała już zeznania, a sam Szmydt i Cichocki opowiedzieli przed Komisją Sprawiedliwości o grupie Kasta wśród dobrozmianowych sędziów, o planach poniżania i niszczenia sędziów niezależnych, szkalowania w internecie i ujawnianiu danych wrażliwych. Dopóki prokuratura wykonuje osobiste polecenia ministra Ziobry i działa w interesie polityków, sprawa nie zostanie rozpoznana. Znamienne, że każde postępowanie prowadzone w sprawie osób z kręgu władzy jest umarzane. To też. Od czterech lat w sprawie wątków afery hejterskiej prokuratorzy w zaufanych prokuraturach prowadzą czynności pozorne. Mam nadzieję, że oni też poniosą odpowiedzialność prawną za taki stan rzeczy. Trzy lata temu złożyłam zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na moją szkodę przez niektórych sędziów i „dziennikarzy” rządowej telewizji oraz portalu. Prokuratura nie przesłuchała żadnego świadka. Jestem gotowa, a myślę, że nie tylko ja, wszcząć postępowania przeciwko prokuratorom, którzy kryją sprawców i działają na szkodę wymiaru sprawiedliwości. Sprawa musi zostać wyjaśniona, bo w systemie sprawiedliwości nie mogą pozostać ludzie, którzy popełnili przestępstwa, działali w sposób niemoralny, na zlecenia polityczne. Polska nie zasługuje na taki upadek.
Czytaj więcej
Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz, która we wtorek skazała Justynę Wydrzyńską za pomoc w dokonaniu aborcji, tego samego dnia otrzymała od Zbigniewa...
Sędzia, która skazała aktywistkę aborcyjną, dostaje delegację do orzekania w SA w Warszawie. To przypadek? Czy nagroda?
Zbieżność czasu wskazuje, że można powiązać delegację sędzi, a wcześniej pani prokurator, z „nagrodą” za wyrok. Delegacje do sądu wyższego szczebla przyznaje minister sprawiedliwości, jest to decyzja uznaniowa, tak jak i odwołanie z delegacji. Dopiero za ministra Ziobry delegacje stały się ewidentnie nagrodą za lojalność, a nagłe odwołania szykaną. Ponieważ system jest nietransparentny i korupcjogenny, tak, można uznać ten awans za nagrodę. Dziś jednak sprawdzamy karierę sędzi, która orzekła w sprawie nieprawomocnie, zamiast skupić się też na tym, jakie prawo i dlaczego nam uchwalono, jak ono jest wykorzystywane. Dla wymiaru sprawiedliwości system delegacji ministerialnej oraz brak zaufania obywateli, że za stołem zasiada bezstronny i niezależny sąd, jest wielką porażką.
Z kolei inna sędzia, która uniewinniła 32 osoby protestujące w poznańskiej katedrze, została skierowana na przymusowe szkolenie. Za ten wyrok sędzię zaatakował minister Ziobro i KRS. Murem stoją za nią sędziowie i prawnicy w całej Polsce. Podobnie jak i szef sądu. Jest szansa, że MS się tym przejmie?
Wyroki sądów muszą mieć oparcie w przepisach prawa, w ustalonych faktach, ale też w doświadczeniu i sumieniu sędziów. W mediach przekazywane są sprzeczne informacje o samych faktach ustalonych w postępowaniu sądowym. Wyrok sędzi Knobel jest nieprawomocny, służy stronom apelacja i zapewne za kilka miesięcy usłyszymy prawomocny wyrok. Jak najbardziej można dyskutować, krytykować rozstrzygnięcie, można je też popierać, nie można jednak deprecjonować sędziego. Nacisk zewnętrzny i wewnętrzny na sędziego jest niedozwolony, bo narusza prawo do bezstronnego i niezależnego sądu. Pani Dagmara Pawełczyk-Woicka z neo-KRS zagalopowała się, żądając od prezesa sądu, by wysłać sędzię na przymusową reedukację. Zasadność rozstrzygnięcia ustali sąd drugiej instancji. Działanie takie jako przewodniczącej neo-KRS i nacisk z pozycji administracyjnej, poprzez prezesa sądu, na de facto merytoryczne orzeczenie jest niedopuszczalne. Sąd sporządza pisemne uzasadnienie wyroku i naciski pani Pawełczyk-Woickiej nie mogą na nie wpłynąć. Prezes sądu odmówił wysłania sędzi na przymusową reedukację, uznając to polecenie za niedopuszczalne.
Sędzia Waldemar Żurek wbrew korzystnemu orzeczeniu wcale nie musi wrócić do orzekania w starym wydziale. Okazuje się, że decydować mają o tym prezesi krakowskich sądów z nominacji ministra Ziobry. Jak pani oceni takie postępowanie?
Zmiana wydziału, w którym orzeka konkretny sędzia, od zawsze miała charakter sformalizowany i przejrzysty, aby nie było zarzutu sterowania składem sędziowskim, szykany wobec sędziego, czy też nieracjonalnego gospodarowania zasobami ludzkimi. Decyzje te były podejmowane w trybie wewnętrznym – na podstawie usp przez kolegium sądu. To ciało kolegialne, kiedyś złożone z sędziów i prezesa sądu, teraz z prezesów sądów (wybranych przez ministra) z kooptowanym sędzią zainteresowanego sądu. Decyzja o przeniesieniu sędziego musiała mieć merytoryczne podstawy, takie jak wsparcie osobowe innego wydziału będącego w potrzebie, zbyt duża obsada jednego wydziału w stosunku do drugiego, zwiększony wpływ spraw, w każdym razie każda decyzja była uzasadniona danymi statystycznymi, merytorycznymi. Zasadą było też, że wydział opuszczał najmłodszy stażem sędzia. Od decyzji kolegium służyło odwołanie. Od 2017 r., gdy prezesi są zależni od ministra, i to oni zasiadają w kolegium sądu, przeniesienie sędziego do innego wydziału następuje bez decyzji merytorycznie uzasadnionej. Nie ma też szansy na odwołanie do KRS, jak w przypadku sędziego Żurka, skoro zasiadają tam koledzy pani prezes Pawełczyk-Woickiej. I faktycznie, sędzia Żurek musiał złożyć pozew do sądu powszechnego, bo domagać się ochrony swych praw, bo droga wewnętrzna, administracyjna, była skazana na niepowodzenie. Szanując zasady prawa i umowę społeczną, wszystkie organy władzy publicznej, wszystkie instytucje muszą wykonać orzeczenie sądu. Wówczas nikt, a szczególnie prezesi z kolegium sądu, nie powinien zasłaniać się procedurą wewnętrzną z usp, lecz w sposób zgodny z prawem wykonać orzeczenie. Jeżeli zbierze się niezwłocznie kolegium w krakowskim sądzie, to zapewne po to, by bez zbędnej zwłoki wykonać orzeczenie sądowe. Sędzia Żurek, odwołując się do sądu powszechnego, jako pierwszy skorzystał z tej ścieżki i trzeba również zauważyć, że sąd przyjął, iż należy mu się ochrona prawna na zasadach ogólnych.
Czy tak podzielone środowisko sędziowskie uda się jeszcze kiedyś skleić?
Jestem dobrej myśli. Sędziowie potrafili się zjednoczyć, zebrać i zaryzykować swoje życie zawodowe i osobiste, by bronić wartości. Mam nadzieję, że wszyscy: obywatele, politycy i prawnicy, wyciągną naukę z kryzysu państwa prawa, w jakim znalazła się Polska. Trzeba rozliczyć osoby, które sprzeniewierzyły się wartościom, trzeba też zmienić system sprawiedliwości, by był sprawny, przejrzysty. W środowisku mamy sporo osób z chęcią pracy, zaangażowaniem i wiedzą, jak przebudować system. Przed nami praca na całe życie.