Wyobraźmy sobie dokument, który ma wszystkie cechy decyzji administracyjnej. Jest na nim oznaczenie organu, podstawa prawna, jest rozstrzygnięcie i podpis upoważnionego urzędnika. A mimo to – w sensie prawnym – decyzji nie ma. Nie wiąże organu, nie wiąże strony, nie rozpoczyna biegu terminów, nie nadaje się do wykonania. Ten paradoks nie jest akademicką ciekawostką. To jeden z najczęstszych i najbardziej niedocenianych błędów postępowania administracyjnego, który potrafi przewrócić do góry nogami nawet pozornie zakończoną sprawę. Źródłem problemu jest moment, o którym w praktyce myśli się najmniej: doręczenie.