Niewątpliwie wpływają one na ESG w wielu aspektach. Nie tylko są katalizatorem zmian proceduralnych i poluzowania wymagań, czego przykładem jest opublikowany 26 lutego 2026 r. pakiet dyrektyw Omnibus I, ale dotykają samą istotę tego, czym powinno być ESG. Wymuszają redefinicję jego czynników. Można nawet postawić tezę, że bezpieczeństwo, a zwłaszcza bezpieczeństwo energetyczne, powinno być co najmniej równorzędne dla wpływu na środowisko, społeczeństwo i jakość zarządzania. Bez bezpieczeństwa nie można mówić o zrównoważonym rozwoju ani o środowiskowej i społecznej odpowiedzialności biznesu. Tu już nie chodzi wyłącznie o zagadnienia „zielonej energii”, redukcji CO2 i efektywności energetycznej.
Doskonale pokazują to choćby publikowane w ostatnim czasie strategie ESG największych grup energetycznych. Aktualizują swoje strategie ESG do 2035 r., stawiając na elastyczność, magazyny energii i modernizację sieci. Podkreśla się, że bezpieczeństwo energetyczne i ESG to naczynia wzajemnie połączone i wspierające się. Przykładowo, ograniczenie emisji nie powinno przekreślać odpowiedzialności za bezpieczeństwo i pewność dostaw energii. Nie ma też wątpliwości, że szokowe zmiany na rynkach energii wywołane konfliktami w długoterminowej perspektywie przyspieszą trend odchodzenia od paliw kopalnych na rzecz OZE. Coraz ściślejsze powiązanie bezpieczeństwa energetycznego i ESG przekonuje, że te obszary powinny być rozpatrywane łącznie.
Nowe podejście do strategii
Bezpieczeństwo energetyczne, rozumiane m.in. jako zapewnienie niskich cen energii, konkurencyjności, uniezależnienie od paliw kopalnych, zapewnienie ciągłości dostaw oraz odporności infrastruktury, ma podstawowe znaczenie dla przedsiębiorstw i Polski. De facto stało się ono nowym priorytetem w strategiach ESG, ewoluując z kwestii czysto technicznej do fundamentalnego elementu oceny.
Przechodząc na poziom przedsiębiorstw, można stwierdzić, że niestabilność rynków energii wywołana konfliktami zbrojnymi kieruje uwagę na źródła lokalne. Korzystanie z lokalnych źródeł OZE staje się nie tylko kwestią odpowiedzialności za środowisko, ale też kluczową sprawą dla zapewnienia bezpieczeństwa i niezawodności dostaw. To stwarza szanse dla rozwoju zarówno OZE, jak i lokalnych form wytwarzania, dystrybucji i sprzedaży energii, które zapewniają stabilność w niestabilnych czasach.
OZE nadal na cenzurowanym
Tymczasem w Polsce dotychczas nie udało się stworzyć odpowiednich warunków dla funkcjonowania takich lokalnych form współpracy, jak klastry energii i spółdzielnie energetyczne. Od dawna są w polskim porządku prawnym, ale w praktyce dobrze nie funkcjonują, a ich rozwój jest bardzo powolny. Utrudniają go bariery prawne, brak dobrych praktyk i wzorców umów, jasnych zasad rozliczeń, łatwego dostępu do informacji o dofinansowaniach i brak systemowego wsparcia. Wystarczy wskazać, że systemowa pomoc publiczna dla klastrów energii w postaci ulg i upustów w niektórych składnikach opłat dystrybucyjnych wciąż nie weszła w życie, mimo iż art. 184k formalnie jest już w ustawie OZE od lipca 2024 r. Od tamtego czasu nie udało się uzyskać niezbędnej decyzji Komisji Europejskiej o braku zastrzeżeń co do zgodności tego wsparcia z unijnymi zasadami pomocy publicznej. Słaby rozwój klastrów energii i spółdzielni energetycznych, jak również umów PPA niestety pokazuje, że nie ma realnego wsparcia dla tych lokalnych form współpracy ze strony państwa, dużych grup energetycznych i spółek obrotu. Wytwórcy OZE i zakłady produkcyjne, które mogłyby być lokalnymi odbiorcami zielonej energii, są pozostawione same sobie i zamiast tworzenia tych form współpracy decydują się na łatwiejsze rozwiązanie i zakup energii od spółek obrotu w normalnym trybie. A długofalowo nie jest to korzystne ani dla ESG, ani dla bezpieczeństwa energetycznego.
Prawo do zmiany sprzedawcy
Innym przykładem słabo funkcjonujących rozwiązań jest wprowadzone pod koniec 2023 r. prawo do zmiany sprzedawcy. Art. 4j ust. 3a ustawy – Prawo energetyczne został wówczas, w odstępie miesiąca, dwukrotnie znowelizowany, przy czym raz bez przepisów przejściowych, co już na wstępie wywołało wątpliwości co do stosowania tego przepisu dla umów zawartych wcześniej oraz w odniesieniu do średnich i dużych przedsiębiorstw. Od tego czasu wiele się nie wyjaśniło, a w praktyce doszły nowe problemy, które paraliżują odbiorców w korzystaniu z prawa do zmiany sprzedawcy, czyli poszukiwania tańszej lub bardziej zielonej energii. Chodzi o brak uregulowania przez ustawodawcę sposobu obliczenia „bezpośrednich strat ekonomicznych”, które odbiorca powinien rozliczyć ze spółką obrotu, korzystając ze zmiany sprzedawcy. W braku takiego uregulowania w przepisach każda spółka obrotu stosuje własne wzory, które zazwyczaj nie są podawane do wiadomości odbiorcy w umowie zakupu energii. W efekcie odbiorca nie wie, z jakim obciążeniem będzie wiązała się zmiana sprzedawcy, a gdy już kwotę obciążenia pozna, to trudno mu się przed nią bronić, skoro sposób jej wyliczenia nie był wcześniej znany, a składniki brane pod uwagę mają charakter specjalistycznej wiedzy z rynku energetycznego, do której odbiorca często nie ma dostępu. Tymczasem elastyczne i przejrzyste prawo do zmiany sprzedawcy również jest korzystne dla ESG i bezpieczeństwa energetycznego. Wystarczy wskazać, że duża liczba mikro- i małych przedsiębiorstw została uwięziona na kontraktach z bardzo wysokimi cenami, zawartymi na wiele lat do przodu w okresie zwyżek cen w drugim półroczu 2022 r. po inwazji Rosji na Ukrainę. Nie ma sensu, by polskie firmy obecnie płaciły ceny kilkukrotnie wyższe niż rynkowe, skoro przysługuje im prawo do zmiany sprzedawcy.
Powyższe uwagi pozwalają na sformułowanie postulatu de lege ferenda, że zniesienie barier w rozwoju klastrów energii i spółdzielni energetycznych oraz wprowadzenie przejrzystości w stosowaniu prawa do zmiany sprzedawcy powinno być jednym z elementów strategii w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i zrównoważonego rozwoju.
autor: Jacek Wilczewski partner, radca prawny Kancelaria Sendero