Rosja miała dostarczać tanią energię, Chiny – tanią produkcję i rosnący rynek, a Stany Zjednoczone – niemal darmowy parasol bezpieczeństwa militarnego oraz ochronę globalnych szlaków handlowych. Bogatsze gospodarki Europy uzupełniały zasoby pracy napływem ludzi z nowych państw członkowskich, a ich kapitał korzystał z asymetrii i patologii transformacji, prywatyzacji oraz tanich aktywów. Europa Zachodnia nauczyła się lokować część twardych kosztów swojego modelu poza własnym bilansem.
W tym świecie dojrzewało ESG. Było dzieckiem dywidendy pokoju, produktem epoki, w której bezpieczeństwo funkcjonowało bardziej jako założenie modelu gospodarczego niż pozycja rachunku kosztów. Wojny nie zniknęły. Były Bałkany, Afganistan, Irak, Gruzja czy aneksja Krymu. Przez lata nie organizowały jednak europejskiej gospodarki, a wielkoskalowy konflikt kinetyczny zagrażający europejskiemu porządkowi pozostawał ryzykiem odległym.
Moralna księgowość pokoju
W tych warunkach ESG nauczyło kapitał coraz dokładniej rozliczać emisje, prawa człowieka, warunki pracy czy jakość zarządzania. Bezpieczeństwo występowało w tej architekturze asymetrycznie. Jako ryzyko było znane i wyceniane; znacznie słabiej funkcjonowało jako dobro wymagające materialnej bazy: fabryk, technologii, zapasów, amunicji, infrastruktury i kapitału.
Czytelnym zapisem tej logiki jest chociażby ewolucja Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Jeszcze w 2022 r. EBI nie finansował uzbrojenia ani core defence, a projekty bezpieczeństwa musiały mieć dominujące zastosowanie cywilne. W 2024 r. zrezygnował z wymogu, by ponad 50 proc. przychodów projektów dual-use pochodziło z zastosowań cywilnych, a rok później rozszerzył finansowanie także na dedykowany sprzęt i infrastrukturę wojskową. Broń i amunicja nadal pozostają wyłączone.
Nie był to jednak ruch odosobniony. W europejskich funduszach akcyjnych Article 8 średnia ekspozycja na sektor lotniczy i obronny wzrosła od początku 2022 r. z 0,6 proc. do 2,5 proc. w funduszach aktywnych i z 0,2 proc. do 1,2 proc. w pasywnych. Jednocześnie zdecydowana większość funduszy Article 8 nadal wyklucza kontrowersyjne rodzaje broni. Zmieniała się więc nie sama deklaracja, lecz praktyczna granica tego, co może znaleźć się w portfelu funduszu należącego do świata zrównoważonych finansów.
Europa nie przeszła od zakazu obronności do jej pełnej akceptacji. Przesuwała granicę między tym, co wojskowe, dual-use, cywilne i finansowalne, próbując dopasować nową geopolitykę do starego słownika odpowiedzialnego kapitału.
Powstał paradoks. Ochrona praw człowieka i stabilnych instytucji należała do języka odpowiedzialności, podczas gdy materialne zdolności służące ich obronie mogły znajdować się po podejrzanej stronie inwestycyjnej granicy. To ilustracja większego problemu: ESG lepiej nauczyło się liczyć koszty funkcjonowania bezpiecznego systemu niż koszt wytwarzania samego bezpieczeństwa.
Geopolityka przepisuje słownik
Wojna w Ukrainie usunęła resztę komfortu. Europa nie porzuciła zrównoważonych finansów, lecz zaczęła przepisywać ich słownik.
W Europejskiej Strategii Przemysłu Obronnego z 2024 r. komisja uznała przemysł obronny za kluczowy dla odporności, bezpieczeństwa, pokoju i społecznego wymiaru zrównoważonego rozwoju. Pod koniec 2025 r. wyjaśniła, że unijne ramy sustainable finance są neutralne wobec sektora obronnego i nie przewidują generalnych wykluczeń opartych na udziale przychodów z działalności obronnej; wprost wyodrębniają jedynie „kontrowersyjne rodzaje broni”. Formalnie zakazu nie było. Praktycznie trzeba było tłumaczyć rynkowi, żeby przestał zachowywać się tak, jakby był.
Nie oznacza to, że ESG rozbroiło Europę. RUSI wskazuje, że nie było ono główną barierą finansowania sektora; większe znaczenie miały struktura zamówień publicznych, kontrola eksportu, cykliczność rynku, regulacje i reputacyjne ograniczanie ryzyka. To nie rozstrzyga jednak o miejscu bezpieczeństwa w hierarchii odpowiedzialnego kapitału. Ograniczony wpływ ESG na dostęp do finansowania nie oznacza braku wpływu na to, co uznawano za odpowiedzialne.
Dojrzałość albo security washing
Skończyła się epoka, w której bezpieczeństwo mogło uchodzić za niemal darmową infrastrukturę. Odporny system potrzebuje zapasów, rezerwowych mocy, alternatywnych dostawców, cyberbezpieczeństwa, infrastruktury krytycznej i zdolności produkcyjnych. To kosztuje i czasem oznacza rezygnację z krótkoterminowej efektywności.
Gdy bezpieczeństwo staje się jednym z głównych kierunków publicznych wydatków i prywatnego kapitału, pojawia się nowe ryzyko. „Strategiczna autonomia” może stać się etykietą równie wygodną jak wcześniej „zieloność”. Security washing zaczyna się tam, gdzie bezpieczeństwo usprawiedliwia nieprzejrzyste subsydia, korupcję albo ignorowanie odbiorcy końcowego.
Dlatego powrót kapitału do obronności powinien wzmacniać governance, a nie je zawieszać. Sektor oparty na wielkich zamówieniach publicznych i koncentracji dostawców potrzebuje mocnych procedur antykorupcyjnych, audytu łańcuchów dostaw i kontroli użytkownika końcowego.
Jeżeli geopolityka zrehabilituje obronność kosztem governance, ESG wymieni jedną ślepotę na drugą. Skończył się także czas, w którym odpowiedzialny kapitał mógł perfekcyjnie rozliczać koszty funkcjonowania systemu i pomijać rachunek za jego odporność. ESG nie musi zamieniać się w doktrynę obronną; musi przestać udawać, że bezpieczeństwo systemu, którego trwałość chce mierzyć, jest darmowe.
Zdaniem autora
ESG nie rozbroiło Europy, a sektor obronny nie staje się automatycznie „zrównoważony”. Skończyła się jednak epoka, w której bezpieczeństwo można było traktować jak darmowe tło gospodarki. Dzieckiem dywidendy pokoju było nie tylko ESG, lecz także europejski sposób myślenia o odpowiedzialności, który koszt bezpieczeństwa zbyt długo pozostawiał poza głównym rachunkiem.
autor: Przemysław Kulik; ekspert i wykładowca w obszarze ESG, geopolityki i zrównoważonego rozwoju