W rozmowie z red. Aleksandrą Ptak-Iglewską Krzysztof Domarecki wskazuje na szanse brazylijskiego rynku i daje też kilka dobrych rad – jak w jego ocenie warto wchodzić na rynek brazylijski? Czy język angielski wystarczy, by tam robić interesy? Jakie wsparcie może dostać polska firma w wychodzeniu na rynki i udziale w targach?

Reklama
Reklama

Nie wykluczamy, że zrobimy kolejny krok

– Szukamy firm do kupienia w Brazylii – mówi Krzysztof Domarecki, założyciel i główny akcjonariusz Seleny. Spółka zainwestowała w Brazylii w 2004 r., gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Powodem była protekcjonistyczna polityka krajów Mercosuru, która sprawiała, że import tam stawał się nieopłacalny.

Na pytanie, czy z perspektywy 22 lat inwestycji w Brazylii, ponownie podjąłby tę samą decyzję, Domarecki odpowiada: – O tak, oczywiście, to jest znakomity rynek. My się tam doskonale czujemy – mówi założyciel i główny akcjonariusz Seleny. - Mamy tam swoją produkcję. Mamy spółkę handlową, z niewielką produkcją. Natomiast teraz nie wykluczamy, że zrobimy kolejny krok i na pewno szukamy firm do kupienia w Brazylii, ale to jest bardzo trudne, bo nie jesteśmy jedyni – mówi o prowadzeniu biznesu w Brazylii Krzysztof Domarecki.

Reklama
Reklama

Jakie szanse na biznes dostrzega na tym rynku? Wskazuje na rosnący popyt konsumpcyjny bogacącego się społeczeństwa. - Baza przemysłowa jest nieźle rozwinięta, choć technologicznie odstaje trochę od Europy, Chin czy Stanów Zjednoczonych. W Brazylii jest popyt na coraz bardziej zaawansowane produkty, w tym również w branży materiałów budowlanych, ale nie tylko. Brazylia z roku na rok jest krajem coraz bardziej zamożnym, choć na znacznie niższym poziomie niż w Polsce. Trwa boom w budownictwie, rozwija się konsumpcja. Brazylia zarabia coraz większe pieniądze na światowym handlu, jest wielkim dostawcą produktów rolno-spożywczych do Europy, Chin, do Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie ludzie są bardzo głodni podnoszenia swojego standardu życia – mówił o rynku brazylijskim założyciel Seleny.

Rynek Mercosuru

Poproszony o wskazówki dla firm zainteresowanych rynkiem Mercosuru, Domarecki podkreśla, że by odnosić sukcesy w Brazylii, trzeba tam być na stałe, nie wystarczy wysłać na targi pracownika. – Jeśli mówimy wejściu na rynek Brazylii, jako nowa firma, zacząłbym od przedstawicielstwa, które powinno liczyć maksimum dwie osoby. Wtedy można budować rynek w oparciu o eksport z Europy. Po to właśnie jest umowa z Mercosuru, żeby ten eksport był możliwy. Na pewno bym się nie angażował od razu w jakieś większe przedsięwzięcia, bo trzeba poznać specyfikę tego rynku, trzeba zbudować tam kadry, zbudować procesy i wtedy można szukać jakichś przejęć – mówi Krzysztof Domarecki.

Przedsiębiorca podkreśla, że rynek Brazylii jest duży i jego potencjał ciągle rośnie, natomiast są już na nim obecni niemal wszyscy, Koreańczycy, Chińczycy, Japończycy, Nowa Zelandia, Australia, Stany Zjednoczone, cała Europa Zachodnia. Co nie znaczy jednak, że tam nie można zarobić. Założyciel Seleny bardzo chwali decyzję o wejściu na ten rynek.

Co może wesprzeć polskie spółki? Polska dyplomacja gospodarcza. I tu Domarecki ma kilka uwag – polskiej dyplomacji jest tam za mało, a pracownicy PAIH nie mają paszportów dyplomatycznych. – Będę zachęcał polską dyplomację zarówno tę oficjalną, jak i gospodarczą, żebyśmy zwiększyli obecność polskiej obsady w Brazylii. Mamy coraz bardziej ograniczone możliwości eksportowe, cła będą rosły, wraz ze światem pękającym na bloki gospodarcze, a jednak ta umowa z Mercosurem zachęca do tego, żeby państwo się bardziej zaangażowało w obecność naszych placówek na tamtym rynku – mówił założyciel Seleny. W jego ocenie pracownicy PAIH są dziś w trudnej sytuacji bez paszportów dyplomatycznych, co obniża ich rangę w relacjach z miejscowymi władzami Brazylii i innych krajach. – To się liczy. Nie ma kraju, w którym by się to nie liczyło. PAIH wspiera nawet udział w targach lokalnych, tylko trzeba z nimi rozmawiać, żeby bardziej się skoncentrowali na danym rynku – mówił Domarecki.